Rozmowy o różach
Anna Matwiejczak: Dzień dobry. Z bardzo dużym zainteresowaniem przeczytałam rozmowy Panów na temat uprawy róż. W magazynach ogrodniczych i też w internecie jest dużo o tych sprawach, ale wszystko tam takie bardzo ogólnie przedstawione i same tylko "ochy i achy". A przecież tak nie jest i wyhodowanie wspaniałych róż to ciężka praca i potem zajmowanie się nimi. Tutaj też po raz pierwszy uzmysłowiłam sobie, że nawiezienie samej ziemi ogrodowej z marketu to jeszcze nie wszystko, aby róże dobrze rosły. Piszę o tym, bo sama jestem w trakcie urządzania przydomowego ogrodu i chcę w jego części urządzić różankę. Wcześniej miała to być rabata różana, ale Pan Piotr kilkakrotnie użył słowa różanka, które bardzo mi się spodobało i tak teraz nazywam to miejsce. Jestem przed wyborem róż, a ponieważ chciałabym mieć kwiaty jak najdłużej, więc skłaniam się ku różom angielskim. Tylko jak czytam ostatnie wpisy tutaj, to raczej one do takich długoterminowych nasadzeń się nie nadają, jeśli dobrze to zrozumiałam. Druga sprawa, to kwestia obwódki różanki. Ponieważ dookoła będą ścieżki, nie ma zupełnie trawnika, to chciałabym posadzić bukszpany na żywopłot. Na zdjęciach z różanki Pana Piotra widzę takie żywopłoty i jak przeczytałam to jest to super miejsce dla biedronek, które mają niszczyć mszyce. Róż nie chcę niczym chemicznym opryskiwać, na mszyce czy choroby grzybowe. To już lepiej niech te mszyce będą. Bardzo dziękuję za wszelkie porady.
Pozdrawiam serdecznie
(18 czerwca, 2022)
Piotr Szustakiewicz: Dzień dobry. Dziękuję za słowa zainteresowania Rozmowami O Różach. Miło przeczytać, że w porównaniu do innych opisywań, prezentowane tutaj aspekty uprawy róż są godnymi uwagi. Ma też Pani całkowitą rację - zajmowanie się różami wcale nie jest nimi usłane, pracy z roku na rok wcale nie ubywa, a jest wprost przeciwnie. Decydując się na zaprowadzanie różanki (zdecydowanie to staropolskie określenie jest godne popularyzacji :), jak wielokrotnie wspominałem, musimy sobie dokładnie przemyśleć ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić rożom. Mam na myśli sytuację, kiedy sami jesteśmy ogrodnikiem we własnym ogrodzie, w przypadku kiedy ogrodnik pojawia się jako pracownik, myśleć tak o tym nie trzeba.
W kwestii róż angielskich, jak Pani o tym też wspomina, pewne moje pierwsze nienajlepsze doświadczenia opisałem tu przed czterema laty. Pisałem wtedy, że trochę rozczarowywują swoją żywotnością, że szybko się starzeją. Natomiast w chwili obecnej nie mam za bardzo oczym pisać ponieważ z róż angielskich w moim ogrodzie pozostało w większości przypadków tylko tyle (wszystkie widoczne paszporty sygnowane David Austin Roses)...
Tak zebrałem co mi się tak dzisiaj znalazło, a takich pamiątek gdyby się wszystkie zachowały to miałbym 24. Z 31 posiadanych róż angielskich po ca 10 latach ostały się w moim ogrodzie: St Swithun, The Herbalist, Heritage, A Shropshire Lad, Benjamin Britten (ale gdzie mu tam do stanu sprzed 5 lat), Munstead Wood (to chyba ostatni rok) i Lady Emma Hamilton. Prezentują się one jednak już nienajlepiej, poza dwoma przypadkami o których jeszcze wspomnę. O żywotności róż angielskich niewątpliwie decydują użyte do ich wyhodowania geny. Jeśli przeważają róż historycznych, to odmiana sprawuje się lepiej i cieszy nas w ogrodzie dłużej, jak np. The Herbalist ze swoim pochodzeniem od Louis Odier. Jeśli geny mieszańców herbatnich, to mamy szybkie starzenie, całkowity brak odrostów na własnych korzeniach i powolne zamieranie. Tak właśnie traciłem swoje róże, wiosną zamiast 5-7 solidnych głównych pędów przewodników pojawiały się nagle 2 lub 3 mizerne, a w następnym roku już żaden. Ważna jest też użyta podkładka. W korespondencji z David Austin Roses napisano mi wprost, że oni swoje róże szczepią na R. multiflora (Rozmowy... strona 5). Taki też trafia do nas materiał lub tak samo postępują szkółki na naszym rynku. Powszechnie wiadomo, że to krótkowieczna róża i tym samym podkładka, choć świetna dla uzyskania obfitego kwitnienia. Podam jeszcze przykład St. Swithun, sprawdzona okulizacja na R.canina Schmid's Ideal, lat 8 po niej jeszcze nie widać, że ma zamiar zejść z tego ogrodu, choć w poprzednich latach kwitła zdecydowanie lepiej. Prowadzona jest jako róża pnąca. Trudno polemizować z takim autorytetem jak DAR i ja rozumiem, że dla wielu kwiaty przez cały sezon przez blisko 7-8 lat to wystarczająca zachęta do uprawy róż angielskich. Jednakże dla mnie osobiście, to za mało. Też dlatego, że obok rosną o podobnym pokroju róże parkowe czy historyczne, które w podobnym są wieku i wieku tego wcale po nich nie widać, a jeśli już to tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Versicolor AD2022, z 15 letnim stażem w moim ogrodzie, w rozmiarze 2m x 3m...
Ale co tam porównywanie do róż historycznych, którę grają w trochę innej, a i wyższej lidze. Proszę popatrzeć na Let's Celebrate (Fryer, 2011, floribunda), zdjęcia z przedwczoraj...

To ośmioletni krzew i też na podkładce Schmid's Ideal. Żadna z róż angielskich podobnych wiekiem tak dobrze u mnie się nigdy nie prezentowała - wspaniałe kwiaty od dołu do góry, niezwykle zdrowe liście i jaki wigor, dorasta do 1,4 m sprawiając wrażenie róży parkowej. Naprawdę jest z czego wybierać na różanym rynku, niekoniecznie decydując się na róże angielskie. Ja nie odradzam ich uprawy, bo to też przecież kwestia gustu, upodobań czy nawet sentymentu, czyli sprawy dość subiektywne. Jednakże warto poznać wszystko aspekty wiążące się z ich uprawą, rozważyć "plusy dodatnie i plusy ujemne" i wtedy podjąć decyzję.
Jak starałem się pokazać na zdjęciu z Versicolor, żywopłoty bukszpanowe w tym roku w mojej różance są przycinane z wymiarów 60 cm (wysokość) x 30 cm (szerokość) do 20 cm x 20 cm . W tym roku wiosną nic już przy nich w tym dużym rozmiarze nie ciąłem, stąd taka ich nienajlepsza prezencja na zdjęciu. Wysokie przy swoim ponad 10 letnim wieku i mocnym zagęszczeniu były wprawdzie doskonałym siedliskiem dla biedronek, ale też ślimaków, pomrowów, a wśród korzeni dla nornic. Ilości tych niepożądanych gości zaczęły wprost zjadać mi ogród, dosłownie. A jakby tego było mało na obrzeżach ogrodu pojawiły się kleszcze i zapewnie kwestia czasu aby trafiły między bukszpany. Drugim powodem tak mocnego cięcia jest rozrastanie się karp korzeniowych bukszpanów i wrastanie do ponad 50 cm w głąb rabat. Co roku musiałem odcinać korzenie przy podstawie krzewu od wewnątrz i je usuwać, było tego zawsze kilkanaście taczek z czubem. Przy 20 krzewach to praca na kilka godzin, ale przy 200 to już trzeba na to poświęcić kilka dni. Można by dać rollboardery, ale to plastik i ze zrozumiałych względów nie chcę go mieć w ogrodzie. Krzewy wysokie na 20 cm powinny mocno wyhamować w przyrostach korzeni, nie będą też przytłaczać wizualnie np. rabaty gdzie były róże angielskie, a teraz rosną miododajne zioła. Historia z bukszpanami nauczyła mnie też, że to co stanowi pewien wzorzec w dużych ogrodach, niekoniecznie musi dobrze wypadać w ogrodach małych. To tak jak z trawnikami typu Wimbledon w które właściciele ogrodów w Polsce zostali wkręceni. Anglia to diametralnie inny klimat i tam naturalne nawodnienie trawników nigdy nie stanowiło problemów, pada co najmniej 2 razy w tygodniu, kiedy u nas zdarzają się kilkutygodniowe susze systematycznie. Podsumowując, bukszpany w różankach i na rabatach tak, ale bardzo nisko od początku prowadzone (do 30 cm), jeśli nie mają nam sprawiać problemów w przyszlości. Wysokie należy traktować jak inne żywopłoty czyli obsadzać nimi granice naszych ogrodów. Podoba mi się Pani podejście do kwestii chemii w ogrodzie, której ma nie być, bo i niczemu dobremu nie służy. Nie wiem na jakim etapie budowy jest Pani różanka, wspomina Pani o ziemi ogrodowej. Ja u siebie mam generalnie ziemię bardzo gliniastą, a poniżej 40 cm wprost glinę, więc ze stanowiskami dla róż nie miałem zbyt wiele pracy. Natomiast Pan Marek Moch zdrowo się przy przygotowaniu stanowisk napracował, jak tak poczyta się o Jego początkach przygody z różami. Polecam lekturę pierwszych stron Rozmów O Różach. Stanowisko pod róże to jak fundament domu, musi być solidne. Jeśli nasuną się Pani kolejne pytania czy też wątpliwości, to proszę pytać. Chętnie odpowiem, jeśli tylko będę posiadał wiedzę w danej sprawie.
Pozdrawiam
(22 czerwca, 2022)
Anna Matwiejczak: Dziękuję Panu za wyczerpującą odpowiedź i za uchronienie mnie przed popełnieniem błędu. Zanim znalazłam Pana wpisy byłam pewna, że to będą róże angielskie jako te wysokie krzewy i pomiędzy nimi róże rabatowe i miniaturowe, które bardzo mi się podobają. A teraz widzę, że jednak muszę poszukać takich typowych róż parkowych albo róż historycznych, jednak nie chciałabym po 7 latach sadzić róże od nowa. Cała różanka to będzie prawie prostokąt 11 m na 7 m. Myślałam, aby przez środek poprowadzić linię w której posadzę 5 róż parkowych, to będzie linia o długości długiego boku. Powyżej tej linii i poniżej będą róże niższe rabatowe. Widziałam tak posadzone w parku w Chorwacji i bardzo mi się to podobało, róże były bardzo dobrze widoczne i dostęp był do nich z każdej strony, poza tymi wysokimi różami w centrum. Na obwódce były bukszpany, dlatego tak o tym napisałam, że razem z różami angielskimi to by dobrze pasowało. To przy obwodzie różanki 36 metrów potrzebne będzie ponad 100 bukszpanów? To chyba zrezygnuję, to jednak zbyt dużo pracy. Glebę w ogrodzie mamy dobrą, kiedyś to były pola uprawne i jak na Lubelszczyźnie, bardzo żyzne. Przy wykopie fundamentów była glina i w pozostałej pryzmie ziemi jest jej bardzo dużo. Czy wystarczy pod korzenie róży dać glinę czy to trzeba wymieszać z ziemią na całym stanowisku? A może rozsypać i przekopać na całej różance? Różami jak i całym ogrodem będziemy zajmować się już rodzinnie, ale samą budowę chcemy zlecić do wykonania. W tym tygodniu i poprzednim byli panowie ogrodnicy-architekci do ogrodu i niestety nie jestem przekonana, że na różance wszystko zostanie zrobione dobrze. Przeczytałam wcześniej "Rozmowy o różach" i zapoznałam się z Pana opinią, to byłam do tych rozmów przygotowana. Najczęściej słyszałam jednak typowe traktowanie klienta u nas, czyli "będzie pani zadowolona" na wszystkie zgłaszane wątpliwości. I tak stanowisko, to gotowe podłoże dla róż z centrum ogrodniczego. Jak mi powiedziano róże muszą w tej ziemi rosnąć, a jak nie to trzeba nawozić. Na pytanie o podkładkę, to żaden z panów nie dał konkretnej odpowiedzi, jeden stwierdził, że róże sprowadza tylko z najlepszej szkółki w Polsce z Poznania i zawsze klienci są zadowoleni. Drugi proponował zakupy w internecie, gdzie mogę dostać każdą różę. O to na czym jest szczepiona róża nie kazał mi się martwić, bo jeśli róża ma paszport to na pewno jest zaszczepiona dobrze. Prace związane z ogrodem chcemy wykonać po wakacjach we wrześniu, więc na wszelkie decyzje jest jeszcze sporo czasu. Co do samego zakupu róż, to co by Pan doradził, czy kupować w pojemnikach takie kwitnące czy czekać do jesieni i sadzić z odkrytym korzeniem? Czy sprzedawca powinien mi powiedzić na jakiej podkladce jest zaszczepiona róża? To bardzo ważna sprawa jak Pan pisze, a jak przeglądam oferty szkółek to podkładka przy ofercie danej odmiany nie jest podawana.
Pozdrawiam
(25 czerwca 2022)
Marek Moch: Pani Anno. Gdzie mi do Pana Piotra. Jednak dorzucę tu parę swoich luźnych przemyśleń. Zawsze ważne jest przygotowanie ziemi. Dołek 50/50/50, do środka ziemia 1/3, wcale nie z marketu, ale zdrowa, żyzna, żywa z kretowisk, gruby piasek 1/3 i glina 1/3, ale też nie trzeba aby glina była tak rozdrobiona jak ja to robiłem, grudy mogą być takiej wielkości aby mieściły się w dłoni. Mieszamy i już. I ew. trochę obornika, ale wcale nie za dużo, tu bardziej chodzi o życie, bakterie etc. jakie w nim są. Bo przecież substancje odżywcze będą w ziemi i glinie. Po kilku latach zaczynamy nawozić, ale też ze spokojem, trochę jakiegoś nawozu granulowanego, wcale nie musi być osmocote, trochę soli Epsom, trochę granulowanego obornika czy kompostu. I tyle. Ale jeszcze ważniejsze jest cięcie i ilość róż. To klucz. Z perspektywy jestem zdania, że to klucz. Bo musimy je ciąć. Jak tniemy, otóż zgodnie z zasadami dot. danej grupy ale pamiętając, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek i spokój. Spokój. Nie bać się, ja się strasznie bałem na początku. Bez sensu. Róże to rycerskie córki, są wiotkie i słodkie ale też twarde. Ale musimy pamiętać, że to zajmuje czas. Musimy więc zastanowić się, ile róż mamy mieć, abyśmy każdej mogli poświęcić tyle czasu ile trzeba i aby to nie była orka, tylko przyjemność. Poza tym, do każdej z róż musimy mieć całkowicie swobodny dostęp z wszystkich stron!! To bardzo ważne, kluczowe!!! Aby móc zawsze tam bez napinki, bez kombinacji, wygibasów podejść i np. skubnąć liście gdy pojawi się mączniak, czy przyciąć coś co się wyłamało, czy zwisa nieładnie, czy w trakcie kwitnienia ciachnąć kwiaty, a potem spokojnie (tak samo jak wiosną, o ile to ten rodzaj róż) ciąć. Przestrzeń, powietrze, swobodny dostęp. To klucz. Aby móc się nimi cieszyć z bliska i aby móc przy nich zawsze, w każdej chwili, móc pracować i to bez kombinacji. Do każdej z róż musimy mieć całkowicie swobodny dostęp. To najważniejsze, moim zdaniem. Ja wokół Rabaty 5 Róż miałem byliny i potem był wielki problem, aby się do róż dostać. A taka Felicite Parmentier po kwitnieniu, jak miała nowe przyrosty to zawsze dostaje mączniaka i to trzeba ciachać i potem jest ok. Więc nie za dużo róż i żadnych bylin czy obwódek z bukszpanów, cisów etc. Bukszpany też są obecnie bez sensu, bo a/ chorują na choroby grzybowe i b/ ćma bukszpanowa. Są niby jakieś środki ekologiczne na to ale to moim zdaniem jednak ściema. Nie są wcale takie całkiem eco. No wreszcie jeszcze jedna kwestia. Moim zdaniem róże to królowe. Muszą rosnąć same, aby były wyeksponowane. Dlatego z perspektywy posadziłbym te dwa Ispahany (obecnie mają ponad 2x2 metry, swoją drogą te kule bukszpanowe koło nich wyleciały, jak zawsze Pan Piotr miał rację – co do nich pisał, że będzie za ciasno i tak się stało, wreszcie ćma, więc już ich nie ma). Ale czy zrobiłbym Rabatę 5 Róż? Tu już mam wątpliwości, czy czasem nie posadziłbym tylko jednej z tych róż, które tam rosną. Wszystkie są dość duże, nawet galijka Versicolor, więc miałbym jedną, którą bym się zachwycał. Bez bylin, obwódek, dodatków etc. Może miałbym tam Versicolor (ta róża jest MAGICZNA!), może Felicitę, a może coś całkiem innego, może Fantina Latoura, może Albę Maximę. Ale jedna, oddzielna, wyjątkowa. To nie jest jakaś żelazna reguła, ale chodzi sens tego pomysłu i jego opisane przyczyny. Wygoda, dostęp, oraz spokojna możliwość tego aach gdy się ją widzi. Bez nadmiaru. Róża, każda róża, nawet jedna jest taka że wystarczy i będzie to oooch aach. Ach jeszcze jedno, przy sadzeniu zaleca się aby rozkładać na boki szlachetne gałązki, delikatnie je obsypywać ziemią, a ja myślę że jednak trzeba je nieco ścisnąć, jak bukiet na dole, może nie tak mocno ale jednak. Aby potem krzew miał kształt właśnie bukietu. Co zatem pod nimi, gdy nie ma tam trawy, może marzanka wonna? a może po postu dziki przetacznik ożankowy? Może jednak ściółkować? Ale kompost może spływać a obornik hmm nie zawsze wygląda.. A może obłożyć ja dość dużymi ale nie za dużymi kamieniami? Ale bez agrotkaniny (to jest diabelski wynalazek, nienawidzę tego!). Ten szef tego obecnego towarzystwa różanego, Rojewski bodaj, kiedyś widziałem film gdzie je tak obłożył. No nie wiem. Ale ważne jest aby róża była sama całym królestwem, aby był do niej dostęp w pełni swobodny, żeby można było do niej zawsze z marszu podejść, cieszyć się czy pracować. Tutaj mniej znaczy więcej. Ze starodawnych róż są takie które maja kolejny rzut kwiatów, np. Comte de Chambord czy Rose de Resht. To już na koniec. Choć dla mnie nr 1 to Rosa Mundi. Galijka Versicolor. Pozdrawiam.
(27 czerwca 2022)
Piotr Szustakiewicz: Panie Marku, bardzo trafnie Pan ujął wiele kwestii, na które koniecznie trzeba zwrócić uwagę zaprowadzając róże w ogrodzie, a które wcale nie są takie oczywiste. Znam kilka ogrodów, gdzie zbagatelizowano sprawy przygotowania stanowiska dla róż, odległości między nimi i głębokości sadzenia, no i róże wcale nie cieszą. W kwestii samego stanowiska dodam tak od siebie a rozpatrując konkretny przypadek. To, że glina pojawiła się w znacznej ilości przy wykopach fundamentów, to jest to super wiadomość dla róż i dla Pani. Pracy będzie zdecydowanie mniej. Rozumiem, że skoro fundamenty, to była też budowa domu i najprawdopodobnie teren został przekopany i glina jeśli była nawet poniżej 1 metra to znalazła się teraz i wyżej. Dzieje się tak najczęście przy uzbrajaniu działki, w doprowadzenia wody, gazu czy elektryczności. Optymalnie dla róż jest, aby glina jako warstwa była na głębokości ok 1 m, wtedy jej pewne ilości w formie przemieszania są też samoistnie wyżej i nadają glebie potrzebnej dla róż zwartości. Jeśli względnie sucha ziemia daje się lepić w kule tzn. że jest gliniasta i dla róż najlepsza. Prosze sprawdzić czy ta przyszła rabata została przekopana już, czy w jej składzie w ten sposób znalazła się glina i zrobić mały wykop i sprawdzić na jakiej głębokości występuje u Państwa glina w formie stałej. To powinni powiedzieć wspomniani panowie fachowcy, że ich tak określę. Należę do pokolenia co to słuchało kiedyś Kofty i Friedmanna w tych rolach i tak jakoś kabaretowo po przeczytaniu o ich występie mi się zrobiło. To jeszcze dodam, ja swoje róże angielskie 12 lat temu, wtedy nie było innego wyboru, też nabyłem w "najlepszej szkółce w Polsce", też z okolic Poznania. No co za zbieg okoliczności :)? Na szczęście, najlepszych szkółek w Polsce jest obecnie znacznie więcej i nie trzeba się skazywać choćby na pomyłki ustawiczne szkółki, złe oznaczanie odmian i potem traktowanie klienta jak natręta. Co do podkładek, to profesjonalne/solidne szkółki informują o tym na jakich podkładkach szczepią swoje róże, jak ma to miejsce np. w Rosa Plant. Jest to wspomniana Rosa canina Schmid's Ideal, którą ja osobiście też uważam za najlepszą. W ostatnich latach wprawdzie nic nie kupowałem w tej szkółce, ale mam od nich blisko 10 róż, już takich znacznie powyżej 7 lat i wszystkie doskonale się mają. W większej ilości sadziłem róże z Rosa Plant w innych ogrodach i tu też doświadczenia mam bardzo dobre. Także jak niekoniecznie trzeba wybierać róże angielskie do ogrodu, tak samo najbardziej "popularne" szkółki czy w końcu fachowców. Ja w w tej opisanej przez Panią sytuacji, to polecam zostanie kierownikiem budowy i nadzorowanie prac na każdym etapie. Niekoniecznie samym wykonastwem musi zajmować się firma ogrodnicza, która policzy sobie za doradztwo czy pożal się Boże fachowość. Może jeszcze u Państwa, jak to przy budowie domu, będzie pracować jakaś koparka to nawet jakby trzeba było umieścić dodatkowe ilości gliny w gruncie to przy areale 11 mx7 m, to praca na góra 5 godzin.
Jeśli sadzimy róże wśród innych roślin, to wówczas pod każdą robimy wykop i tak jak Pan Marek napisał dobieramy proporcje gleby. Robimy tak ponieważ dla innych roślin gleby gliniasta nie jest tą pożądana. W założeniu, że na różance będa tylko róże najkorzystniej jest przygotować glebę na całej powierzchni. Zaprowadzanie róż przebiega wówczas szybko, nie musimy też niczego zmieniać gdybyśmy w przyszłości chcieli róże przesadzać.
Odradzam też zdecydowanie zakup róż na najlepszym portalu aukcyjnym czy miejscach w internecie ze zdjęciami róż z photoshopa, gdzie róże zachwalane jako najbardziej niebieskie z niebieskich czy czarne z czarnych. Teraz wprawdzie jest obowiązak sprzedaży tylko roślin z paszportem, ale nijak ma się to do rzeczowej informacji nt. użytej podkładki w przypadku róż. Na Rosa multiflora można szczepić, ale co z tego wyrośnie i na jak długo to inna sprawa.
Ponownie zaprowadzam rośliny na tej mojej dużej rabacie z ex-angielkami i wczoraj wykopałem kolejne dwie karpy co to tylko one się ostały po "Abraham Darby" (z lewej) i "Golden Celebration"...
Za każdym razem kiedy usuwam takie pozostałości, to jestem zdumiony dlaczego wybiera się Rosa multiflora na podkładkę, która wcale się nie rozwija. Widać tu jak solidny jest pień róży danej odmiany szlachetnej i jak mizerny poniżej system korzeniowy. Ze względu na ule i co raz większą ich obecność w grodzie, w ubiegłym roku przesadzałem 6 dwunastoletnich róż historycznych i przy każdej bocznych odrostów dobrze ukorzenionych było na 2-3 samodzielne solidne krzewy. Wszystkie te odrosty zresztą się przyjęły. Przy każdym krzewie było pracy na 2-3 godziny, wykopy o średnicy 1 m i więcej przygłębokości ok 60 cm, a i tak przycinałem korzenie. A tutaj w 5 minut taką angielską karpę daje się usunąć.
Różanka według założenia, które Pani opisuje, czyli w części środkowej róże parkowe i historyczne, róże rabatowe i mieszańce herbatnie powyżej i poniżej tej osi symetrii, to ciekawy pomysł i każda z posadzonych róż będzie się doskonale prezentować. Wybór miejsca dla różanki w ogrodzie jest sprawą indywidualną, jakkolwiek trzeba pamiętać aby była mocno nasłoneczniona czyli konieczna wystawa południowa, niecieniowana przez wyższe drzewa czy krzewy. Takim miejscem bardzo częstym w przydomowych ogrodach jest teren w bezpośredniej bliskości domu przy ścianie południowej. A może u Pani byłoby to miejsce, gdzie jest już glina ze wspomninaych wykopów fundamentów lub została tam wymieszana z ziemią? To by rozwiązało całkowicie przygotowywanie gleby dla całej różanki. Posadzone róże blisko domu nie zacieniają nam okien ze względu na swój wzrost, nawet w przypadku 2m nie będzie to wiekszy problem w odległoścki kilku metrów od ściany. Z okien domu będa też doskonale widoczne, zwłaszcza jesienne kwitnienia kiedy czas bardziej domowy. Na południowej ścianie doskonale odnajdą się też róże pnące. Są wspaniałe, niestety starsze wymagają bardzo dużo prac pielegnacyjnych. Okrywanie na zimę, zwłaszcza jeśli to Lubelszczyzna, będzie konieczne. Po kilku latach cięcie takich róż, jakich rękawic grubych byśmy nie użyli, to liczenie się z pokaleczonymi ramiona, plecami czy nawet twarzą. Jak kilkanaście lat temu bywałem u znajomego ogrodnika sprzedającego własne okulizacje róż pnących, to on opis prawie każdej rozpoczynał od słów: "To diabeł straszny, ciężko mu dać radę". Kiedyś mnie to śmieszyło trochę, a teraz już nie. Wycinane pędy tną wszędzie i nie jest to tam żadne żartobliwe, nie ma róży bez kolców. Jeśli mieszka się na wsi, to ze spaleniem takich pędów najczęście nie ma problemów, natomiast jak przyjdzie spakować je w worki foliowe z bio odpadami to wcale nie będzie to takie łatwe. Warto mieć róże pnące w ogrodzie, ale warto sobie je uświadomić na samym początku w rozmiarach kilkuletnich o rozpiętościach rzędu 3m x 5m i potrzebnej pracy na utrzymanie takiego stanu rzeczy.
Na różance przy południowej ścianie, jeśli by się Pani zdecydowała na takie rozwiązanie, to oczywiście trzeba by zmienić ten pomysł z Chorwacji, który nie będzie pasował. To jest założenie sprawdzające się na odkrytych z czterech stron miejscach, jakie często widzimy w parkach, skwerach miejskich czy klombach.
Tak, można kupować róże w pojemnikach, o ile zdarzały mi się przypadki róż posadzonych w listopadzie, które nie odbiły na wiosnę, to z pojemnikami nigdy takich problemów nie miałem. Im dłużej róże mogą się aklimatyzować w ogrodzie przed zimą, tym lepiej. Jak kwitną w pojemnikach, to też dokładnie wiemy co kupujemy. Co do samych przyszłych nasadzeń to nie łączyłbym floribund, róż miniaturowych i mieszańców herbatnich, tylko w ramach różanki wyznaczyłbym dla nich osobne kwatery. Nie muszą się one od razu zapełnić, może to potrwać trochę, wtedy nie sadzimy róż w wiekszych odległościach aby dosadzać krewy potem między nimi, tylko np. od prawej do lewej według ogólnie przyjętych zasad projektowania, a w wolne miejsce stawiamy tymczasowo pojemniki czy byliny jednoroczne. Nie sadzimy róż obok siebie o tej samej kolorystyce (czerwonych obok czerwonych), ale też u nikamy ostrych kontrastów kwiatów, typu białe i czerwone. W miarę możliwości staramy się sadzić obok siebie krzewy o różnej docelowo wysokości, aby kwiaty obok się były na dwóch jak gdyby piętrach. Róże o silnym zapachu sadzimy przy ścieżkach, na obrzeżach różanki, w takich też miejscach najbardziej cenne dla nas odmiany, aby można być jak najbliżej kwiatów bez wchodzenia na rabatę.
Za Panem Markiem też zdecydowanie odradzam wynalazki typu agrowłóknina czy folia, a też już taką na skwerach miejskich widziałem. Czego to ludzie nie wymyślą z lenistwa i aby tylko pracy było jak najmniej. Pewnie motyka, to już niedługo będzie przedmiot tylko muzealny, kolekcjonerski, eh... :).
Tak, na obwód różanki 36 m potrzeba co najmniej 118 krzewów bukszpanu, 3 na 1m to takie minimum. Jeśliby różanka była podzielona na kwatery, to przy mieszańcach herbatnich można dać lawendę w formie obrzeża (wyżej kwiaty róż i niżej lawendy), tylko nie żywopłotu, ale luźnych nasadzeń. Przy miniaturowych prezentuje się bardzo dobrze lobelia przylądkową, jednoroczna wprawdzie, ale za to bardzo urocza, zadarniająca prawie i można wysiewać samemu wczesną wiosną do pojemników, aby na początku maja mieć na rabacie. Obrzeża floribund to mogłaby by być szałwia omszona, jest teraz na rynku wiele odmian karłowych dorastających do 30-35 cm, kwitnacych po przycięciu prawie przez cały sezon.
Pozdrawiam
(29 czerwca 2022)
Marek Moch: Dopisując jeszcze parę słów. Karol Wizner w swej książce Róże w ogródku (wyd. z 1963r. s. 127) pisze o panującym poglądzie, że róże dobrze rosną na glebach gliniastych. Zaznacza jednak, że jego zdaniem w rzeczywistości nie chodzi o glinę samą w sobie ale o potas, którego glina ma dużo a który łatwo dostarczyć inaczej. OK, to ciekawe, ale ja sobie myślę, że może jednak też o lepsze trzymanie wody w glebie z gliną i mikroelementy. Jeśli chodzi o agrowłókninę (agrotkaninę) to z całą pewnością 1. utrudnia ona nawożenie i dostęp do ziemi 2. rośliny dużo gorzej się wtedy korzenią, system korzeniowy w znacznej części jest tuż pod nią, tworząc tam często taką charakterystyczną serwetkę 3. rośliny gorzej (często zdecydowanie gorzej), wolniej, słabiej rosną, w razie jej zastosowania 4. wszystkie te negatywne cechy są widoczne szczególnie po kilku, kilkunastu latach, z upływem czasu to narasta, kiedy na naprawianie jest już za późno. Wreszcie, jestem zdania, że warto zainwestować w dobrego projektanta. Uważam, że bez dobrego projektu bardzo trudno jest stworzyć naprawdę dobry ogród (z różami czy bez). Nawet jeśli ktoś ma wrodzony talent i oko, z reguły nie zdoła sam zrobić naprawdę dobrego ogrodu bez dobrego projektu. A do zrobienia dobrego projektu sam wrodzony talent i oko raczej nie wystarczą. Dużym problemem jest jednak znalezienie prawdziwego fachowca w tej dziedzinie. Mamy wolny rynek i nasze szkolnictwo jest jakie jest (w przeciwieństwie np. do brytyjskiego), więc każdy może taką firmę założyć a niestety nawet ukończenie studiów architektury krajobrazu niczego nie gwarantuje. Ja osobiście znam tylko kilka osób, które znają się na tym dobrze. Inna sprawa, że ludzie-klienci wymuszają często na projektantach różne swoje „fantazje” co się źle kończy.
Pozdrawiam
(1 lipca 2022)