Rosa richardii (Hybrid gallica)
Powyższe wydarzenia sprawiły, że w Europie zaczęto coraz więcej mówić o świętych różach z Abisynii. Niestety, pozyskanie ich nie było sprawą łatwą, a to ze względu na toczące się działania wojenne, które trwały prawie nieprzerwanie przez całą drugą połowę XIX wieku. Etiopia ze względu na swoje strategiczne położenie, granicząc na północy z Morzem Czerwonym, była skazana na ekspansję wielu mocarstw o ambicjach kolonialnych. W 1847 roku, Egipt zajął bardzo ważny port Massaua oraz znaczną część Erytrei, która była częścią Etiopii. Dopiero w wojnie 1875-1879, wojska cesarza Jana IV zmusiły armię Egiptu do wycofania się z terenów okupowanych. W 1881 roku w Sudanie wybuchło Powstania Mahdiego, które miało na celu utworzenie państwa islamskiego w tej części Afryki i mahdyści dotarli do Etiopii. Koniec walk nastąpił dopiero po ich upadku w 1889 roku. W tle tych wydarzeń, ale też niezwykle istotnym, było wybudowanie w 1869 roku Kanału Sueskiego. Poza oczywistą obecnością w tym regionie Anglików i Turków, pojawili się również i Włosi. W tym samym roku, firma żeglarska Rubattino wykupiła od lokalnego sułtana kawałek ziemi na brzegu Morza Czerwonego. Później przekazała we władanie rządowi włoskiemu i wkrótce zbudowano tam port Assab. W 1885 roku Włosi przejęli drugi ważny port w Massaua i rozpoczęli poszerzanie swojego protektoratu w głąb Etiopii. Odbywało się to do 1894 (wybuchu wojny włosko-abisyńskiej) na drodze gospodarczej i ekonomicznej, stąd obecność tam tak dużej ilości kupców, naukowców, w tym także przyrodników. To właśnie jeden z nich, Achille Terraciano (1861-1917) ekspediował pierwsze krzewy Rosa sancta (Richard) do Włoch i było to najprawdopodobniej w 1892 roku. Na rynek róża trafiła w 1896 i była sprzedawana przez szkółkę Dammann z Neapolu. W 1897 nabył ją George Paul z Chestnut (Herfordshire, Anglia) i w październiku tego samego roku przesłał do Kew Gardens, gdzie w roku 1902 miało miejsce jej oficjalne przedstawienie.
Sprawą nie tyle sporną, co wprowadzającą pewną niejasność i to już od czasu pierwszego opisu w 1847, była nazwa róży. Achille Richard nazwał ją Rosa sancta, ale róża o takiej nazwie już była znana wcześniej. Za jej odkrywcę uważa się Henry'ego Charlesa Andrews (1794-1830), angielskiego botanika i rysownika roślin. Różę zobaczył po raz pierwszy w szkółce Mr Knight's Exotic Nursery w Chelsea (Anglia), gdzie trafiła z Włoch pod nazwą Rosa di San Giovanni, co z angielska znaczy "St. John's Rose" (Róża Świętego Jana). To róża miniaturowa, przypominająca Rosa lawrenceana, o różowych podwójnych kwiatach, kwitnąca wczesnym latem i powtarzająca kwitnienie aż do jesieni. Andrews sporządził opis i zrobił dokładny rysunek, który i obecnie możemy podziwiać w jego pracy Roses; Or, A Monograph of the Genus Rosa (Andrews, London, 1828). Biblioteka Google, ebook bezpłatny, polecam do poprzeglądania sobie...
Tak więc była już jedna Rosa sancta Andrews. W 1922 roku, Alfred Rehder (1863-1949), taksonomista, twórca USDA stref i ogrodnik w Arboretum Arnolda przy Uniwersytecie Harwarda, postanowił uporządkować tę kwestię – wprowadzając nazwą Rosa richardii. To ustalenie pozostało i obecnie uważa się za nazwę botaniczną gatunku wraz z Rosa x richardii, gdzie x oznacza krzyżowanie w obrębie gatunku lub też z innym. Za mniej poprawne uważa się Rosa sancta Richard lub Rosa sancta Richard, not Andrews – aczkolwiek te spotyka się w wielu starszych opracowaniach z XX wieku. "Holy Rose of Abyssinia" przyjęła się jako nazwa zwyczajowa, opisująca miejsce pochodzenia. Encyklopedia Róż RHS (Ch. and B. Quest- Ritson, 2008) nazywa różę krótko, "Richardii". Tam też jest klasyfikowana jako Hybrid canina, mieszaniec Rosa arvensis i Rosa gallica. Pokrewieństwo Rosa richardii z różami francuskimi ze względu na bardzo podobne liście jest uważane za najbardziej prawdopodobne, dyskusyjna pozostaje kwestia drugiej róży użytej do krzyżowania przez starożytnych ogrodników, bądź też która się pojawiła na drodze naturalnego zapylenia. Wymienia się tu Rosa moschata (Róża piżmowa) lub Rosa phoenicea jak to sugerował C.C. Hurst. Cechy charakterystyczne dla powyższych gatunków z łatwością odnajdują się przy opisywaniu Rosa richardii.
Cechą własną gatunku pozostaje z pewnością niski wzrost w granicach 80 cm, choć u krzewów kilkunastoletnich i w klimatach ciepłych potrafi być wyższy i sięgać 120 cm. Niemniej, "Richardii" w każdych warunkach przejawia znaczny wigor, rozrasta się szeroko, do 2 metrów i więcej. Pokrój regularny, zazwyczaj luźny, u krzewów starszych bardziej zwarty i zagęszczony. Pędy cienkie i niezbyt sztywne, jasnozielone, z małą ilością haczykowatych kolców o różnej wielkości. Liście w typie róż francuskich – wierzch ciemnozielony, pozornie skórzasty, spodem jaśniejszy, na nerwach delikatnie owłosione, brzeg gruczołkowato ząbkowany. Pierzasto złożone, od 3 do 5 przylistków, owalne lub podłużne, często o zaokrąglonym wierzchołku. Kwiaty po jednym na pędzie lub częściej zebranej w wiechach w układzie corymbōse czyli ułożone na jednej wysokości mimo różnej długości pędów (przykład Krwawnik pospolity). W kształcie pojedyńcze, o pięciu klapowanych szerokich płatkach, z charakterystycznym dużym pierścieniem wypełnionym złotożółtymi pręcikami. Płatki z jedwabistym połyskiem i drapowaną teksturą nadają kwiatom wrażenia kruchości i ulotności. Kolorem dominującym jest niezwykle elegancki blady róż, który z czasem jaśnieje aż do prawie białego. Na zdjęciach pierwsze kwiaty w moim ogrodzie – airy (zwiewne) bardziej niż były oczekiwane...
Pierwsza zima pod przykryciem, wiosną dobre przyrosty pędów i w czerwcu kilkanaście kwiatów, które utrzymywały się przez ponad dwa tygodnie. W okresie późniejszym róża nie zapadła na mączniaka właściwego, który to może się przytrafić tak jak i innym Rosa gallica. Mrozoodporność co źródło to podawana jest inna – i tak wg RHS jest to USDA 6a czyli do minus 23.3 ºC, na HMF jest 4b i minus 31.7 ºC, a Rogers Roses to 5a i minus 28.9 ºC. Bez względu na to jak by się rzeczy miały, a i pamiętając gdzie leży Abisynia, nie zaszkodzi w naszym klimacie kopcowanie co roku. Spadki temperatur potrafią być granicach minus 30 ºC i niżej, wtedy też wskazane byłoby okrywanie pędów. Na pewno "Richardii" potrzebuje czasu aby zaistnieć w ogrodzie jako krzew, nie tyle przez wzrost co rozrastanie, a co zawsze trwa dłużej. Nawożenie i głęboko uprawiona żyzna gleba może to przyspieszyć, ale też gatunek spokrewniony z różami naturalnie i dziko rosnącymi wymagań szczególnych mieć i nie powinien.
Zapewne widząc tylko kwiaty czy sam krzew, możemy odnieść wrażenie, że to róża jakich wiele. Tak będzie dopóki to nie pozna się jej historii. Potem to już i trudno znaleźć drugą taką, która mogłaby Rosa richardii dotrzymać pola.
- 1
- 2
-
Kate, Winnipeg|Manitoba
Hello Piotr,
I read the story with great interest. I own a little garden not far from Winnipeg (Manitoba) and grow roses as well. Mostly hardy varieties of American and Canadian breeders, and some can be classified as Old & Heritage. I especially love wild roses, for their simplicity and just look "where the wild roses grow". In our harsh climate they are doing pretty well. Your stories is a great help to find out more about them and get to know the modern roses from Europe. As for Rosa richardii, it is a must-have in my garden and I start to look for it right now. Thank you for presenting such a precious rose. Keep writing and posting!
Greetings from Canada,
Kate -
Piotr Szustakiewicz
Hello Kate and welcome to "W moim ogrodzie...",
Actually, Rosa richardii is not popular either in Europe or elsewhere. Its flowers are of fairly common shape and color, and cannot compare with other Rosa gallica which look usually exquisite. The true admire of "Holy Rose of Abyssinia" begins when we have known the story of its origin. Similarly, as many other roses that are beloved and cherished for their names. I like myself a lot of them simply for that and have this in the foreground of my mind . Only afterwards, I notice other features.
Right after reading your comment I checked where exactly Winnipeg is located, I mean the plant hardiness zone in which it is. Thus USDA 3b and -37.2C, which means that you do love roses if you grow them in so unfavorable conditions. Here, in Poland and the Mazovia, there are also such temperatures, fortunately not as frequently.
It is true that the wild roses are extremely beautiful on their own charming way. Other day, I used to listen "Where the wild roses grow" over and aver again. Great written and sung brilliant by Kylie and Nick Cave. Why has no one called any rose variety "Elisa Day" ? Just do not know. Best of luck with growing roses and have short winter time!
Kindest regards,
Piotr -
Kate
Hello Piotr,
Everything is fine, I am sending my previous post once again. Running the website seems to be like owning the garden, both of them needs changes and our attention. Keeping fingers crossed is usually not enough. By the way, w moim ogrodzie... is getting better and better. I use the translator of your website and it works pretty well.
I like the idea of naming a rose "Elisa Day". Perhaps it has not happened so far because of the history itself. It is mostly gloomy and morose, but also so moody and melancholic. Then, it would be the perfect name for a very special rose of this kind.
Best wishes,
Kate
Komentarze (3)