Rozmowy o różach



Marek Moch: No i zaczyna się dopiero czerwiec a moje róże w pełni kwitnienia. Nie wiem jak u Pana, ale u mnie kwitną już nawet lipy, poczułem to kilka dni temu. Ewidentnie wszystko przesunięte jest w tym roku o miesiąc. Ale do rzeczy. Kilka dni temu miałem tu dość duży deszcz, co nawodniło glebę po okresie silnych upałów i dało dalszy impuls różom. Ale musiałem podeprzeć kilka gałęzi, bo mi się położyły. U tego większego Ispahana, u Blanche Moreau, która trzymała się dość długo dzielnie, ale w końcu musiałem ją podpierać,  no i trochę u Felicite Parmentier. W tamtym roku kupiłem całkiem niezłe podpory do róż. I teraz je wykorzystałem. Tak są niezłe, że i łatwo poszło i ładnie wygląda, byłem zawsze przeciw podporom a tu nagle pozytywne zaskoczenie, aczkolwiek to tylko tymczasowe, bo krzewy kształtować będę cięciem. Poza tym wszedłem dziś między nie, na Rabacie 5 Róż i ciąłem przekwitnięte kwiaty, bo i tych już jest dość dużo. I kolejne miłe zaskoczenie, zrozumiałem, poczułem, to co parę razy się w Pana wpisach przewinęło, jakie to miłe, taka praca przy nich. Stałem z sekatorem, przy krzewach, między pszczołami i trzmielami, bo te zawzięcie atakują kwiaty róż :), nawet tych pełnych odmian, ciąłem, oglądałem z bliska, no boskie… A przy tym myślałem ciągle jak rozwiązać kwestię rabaty, bo pomysł z tamtego roku, czyli byliny, gęstwina bylin, odpada. Widząc jak w tym roku te z Rabaty gonią Ispahany, które są wyściółkowane keramzytem, tym bardziej jestem tego pewien. Z drugiej strony, tak jak teraz, też nie może być, gleba na Rabacie całkiem odsłonięta bardzo mocno i szybko wysycha, widzę to po tych bylinach które są nadal na rabacie. To jeżówki i rozchodniki okazałe, to prawda że sadziłem je wiosną, jeszcze nie są w pełni ukorzenione, ale to przecież rośliny z natury odporne na suszę, a tu widać, widać to po nich, że są oklapnięte. Poza tym ten duży kawał gołej ziemi, przy trawie wokół i liściach róż, to czyni to wszystko ciut nieporządnym. Słowem, wymyśliłem sobie, że byliny wyściółkuję korą, a w paru miejscach wokół róż, wyłożę ziemię kamieniami polnymi, takimi nie za dużymi, ale nie będzie to żwir, lecz kamienie, może jeszcze parę kawałków cegieł. W ten sposób przełamię nadmiar ziemi i liści i trawy, wprowadzę pewne ramy, a przy tym zasłonię ziemię, częściowo rzecz jasna. Będę mógł wchodzić między róże. Teraz gdy wchodzę to zapadam się, robię dołki w ziemi, a tak chodziłbym lub stał tylko w paru, zawsze tych samych miejscach. Tam gdzie będą te kamienie. Teraz mam to rozdeptane w zbyt dużym obszarze. One nie będą tuż przy krzewach, bo przecież waga kamieni jest większa niż ziemi, a tej wokół korzeni róż ubijać nie chcę. Ale jeśli w pewnym oddaleniu, to nie powinno to chyba im szkodzić (?). Oczywiście nie zabrukuję całości :) to będzie część, część kamienie, część kora,-przy bylinach, na tych dwóch „rogach”, część nadal goła ziemia. Jak mówię, ciut mam obawy, czy czegoś tu tym ciężarem nie zmajstruję, ale widzę, wyobrażam sobie efekt i to było dobre. Wizualnie by było dobre. Musze to jeszcze przemyśleć, ale korci mnie to…
Niedaleko mnie, koło małego ronda, rośnie róża. Jest tam kilka takich, poniemieckich chyba, małych bloków na kilka rodzin każdy, w jednym z nich mieszka ktoś, kto, z dużym powodzeniem, uprawia wokół swego bloku różne rośliny, w tym róże, kilka róż. Jedna z nich, rośnie koło ulicy, widoczna z ronda, to chyba Chopin. Fryderyk Chopin, St. Żyły. Ma już dobrych kilka lat, jest duża, ma mocne, proste, wzniesione pędy, ciemnozielone, błyszczące, wie Pan, takie jakby nawoskowane i wypolerowane, duże liście, duuuże pełne kwiaty, takie kremowo, biało, żółte, zapach może nie najmocniejszy, ale cała wygląda zjawiskowo. Jakoś nigdy we mnie nie było zbyt wielkiego zachwytu nad polskimi dokonaniami w kwestii róż. Te polskie kreacje wydawały mi się epigońskie. Ale - o ile ta tutaj, to faktycznie Chopin, a tak jakoś to czuję, że tak, muszę jakoś to ustalić swoją drogą, więc jeśli to Chopin, to zmieniam zdanie. Bo ona ma rozmach i klasę. Ma to coś. A sam Stanisław Żyła, urodził się w Wilczy! Niesamowite, ile to razy tamtędy przejeżdżałem, rowerem, choć nie tylko, w dzieciństwie, wioska robiła na mnie zawsze wrażenie, jej układ, ta tajemnicza nazwa, dużo zieleni zawsze tam było, strumień i most, ciekawe stare domy i stare, murowane płoty, mury ogrodzeniowe bardziej. No i okazuje się jeszcze, dziś to wyczytałem, stąd mój wpis, że to miejsce urodzenia Pana Zyły!! Niesamowite! Jak doczytałem, urodził się w 1933, czyli słusznego jest już wieku. Od tego roku jest też honorowym członkiem Polskiego Towarzystwa Różanego.
A propos początku mojego wpisu, co do moich planów względem Rabaty 5 Róż, to myśl o kamieniach pojawiła się, gdy przypomniałem sobie pewne zdjęcie Rosy Mundi, obłożonej kamieniami, polnymi, dość dużymi, dość blisko, widziane na niemieckim forum oraz odcinek Mai w ogrodzie z 2015, z Łukaszem Rojewskim, jest on dostępny na tvn meteo - Z różami w roli głównej, odcinek 545. Tam ta kwestia się pojawia, od minuty 05:11. Tylko u mnie chciałbym jeszcze po nich chodzić, stać na nich :D

Pozdrawiam!
ps. Pana pomysł o stabilizującej tyczce bambusowej jest b. ciekawy, sądzę że przyda mi się zwłaszcza przy Blanche Moreau. Ja ją ciąłem także w poprzednich latach, wypuściła boczne pędy, ale te pierwotne, główne, choć się trochę wzmocniły, to nadal nie są nadmiernie grube i sztywne, są zbyt wiotkie na mój gust. A w sumie nie chciałbym jej (ich) b. mocno ciąć, a coś trzeba zrobić. To może być wyjście, a podpora została mi już tylko jedna. Rozumiem, że to może być na dużo dłużej? Ta tyczka?
Wydaje mi się też, że coś podobnego widziałem przy tej róży Chopin o której napisałem, w poprzednich latach.
U mnie coś jedynie pogryzło parę, paręnaście liści na większym z Ispahanów, ale nie widzę tam żadnych gąsienic, może to jakiś opuchlak, albo ślimak. No i odciąłem dwa liście na Blanche Moreau, bo mi tak jakoś choro wyglądały. Mszyc u mnie na razie nie ma w ogóle, ale te boby powinny zadziałać.
Nie zdołałem zrobić zdjęć kwitnących krzewów, ale kwiatów jest duużo, poza tym część przekwitła, więc na Rabacie 5 Róż i pod Ispahanami peeełno płatków.
Może faktycznie zbyt wiele wymagam od moich róż.
A Gefylt to piękna róża! Ach ci ludzie, jak mają coś pod nosem nie widzą, a potem narzekają, że zostało przesadzone.
Ale moim skromnym zdaniem ona właśnie tam, gdzie obecnie jest, będzie mogła w pełni ZABŁYSNĄĆ!
(4 czerwca, 2018)

Piotr Szustakiewicz: Najbardziej zauważalne skutki przesunięcia wegetacji są widoczne w pszczelarstwie. Pożytki kwitnąc zawsze następowały po sobie zapewniając pokarm dla pszczół w sposób ciągły. A tu mamy, że nie tylko zakwitło wszystko wcześniej, ale i naraz, jak miało to miejsce na przykład u robinii akacjowej i lipy. Skutkiem czego mamy połowę czerwca, a pszczoły nie mają co oblatywać. Nie wszędzie wysiewane są letnie rośliny miododajne jak gryka czy facelia i tam gdzie ich nie ma pozostanie dokarmianie. Ciekawe kiedy zakwitnie nawłoć i wrzosy, choć tych ostatnich w Polsce jak na lekarstwo i przydatne tylko dla pasiek wędrownych. Z roku na rok doświadczmy coraz bardziej niepokojących zmian klimatu i wszystko wskazuje na to, że to te z tych nieodwracalnych. Obym się mylił. Ponadto dzieją się tak złe rzeczy http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23434137,rolnik-z-pomorza-opryskal-pole-rzepaku-przez-chemikalia-zginely.html. W jedno popołudnie wytruto ponad 10 milionów pszczoły miodnej, a pewnie drugie tyle dzikich owadów zapylających. Było to 18 maja, a już w najlepsze 20 maja w niedzielę w Polsce obchodzono Światowy Dzień Pszczoły. Zakrawa to na jeden wielki bardzo ponury żart z Natury. Aby podobne katastrofy nie miały więcej miejsca, podpiszmy – http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Zginelo-10-milionow-pszczol/.
To prawda, praca przy własnych różach i przyglądanie się im w taki czas, to zupełnie inne doświadczenie niż podziwianie nawet tych najpiękniejszych, światowej sławy ogrodów różanych. U siebie wszystko widzimy pełniej, każdy szczegół nabiera znaczenia. W pamięci mamy też jak to było z naszą różą rok czy dwa temu, a jak jest teraz. A wszystko za sprawą naszych starań, naszej pracy.
Ten Pana pomysł połączenia róż z bylinami był i jest jak najbardziej poprawny, tylko jak pisałem o tym na stronie 25 tej historii, nie jest to łatwe założenie ogrodnicze. Wymaga wiele pracy i swego rodzaju eksperymentowania. U Pana też dochodzi pewna dodatkowa trudność związana tym, że róże są młode, dorastają do 0.7 m i teraz wiele bylin, które zostały przy nich posadzone dorównuje im wzrostem czy też pokrojem. Zupełnie inaczej będzie się sprawa przedstawiać za 2-3 lata kiedy krzewy osiągną te swoje docelowe rozmiary. Wtedy to dolne piętro bylin w granicach 0.5 m nie będzie w żaden sposób róż zagłuszać czy też przytłaczać.
Ja mam dużo kamienia w ogrodzie, wyznaczyłem nim granice rabat, wybrukowałem ścieżki, dałem też wiele na same kwatery w bezpośrednie sąsiedztwo roślin. Kamienia nie mam generalnie wśród róż, tylko tam gdzie miniaturowe, bo one rosną w połączeniu z bylinami. Zdjęcie wiosenne fragmentu takiej rabaty dla zobrazowania też tego co napisałem wcześniej. Widoczne wolne miejsce po zabraniu wilczomlecza i jeżówek, które okazały się tu zbyt przytłaczające dla róż. Przeniesiona została też jarzminaka "Sunningdale Variegated", pozostałość po wcześniejszym założeniu, z powodu jak powyżej. Kamienie nie służą mi tu do chodzenia, ale tak wykorzystywane przy pieleniu czy wycinaniu przekwitłych kwiatostanów są bardzo przydatne....

Mieszańce herbatnie i inne róże rabatowe oddzielone kamieniem od podwórka, na którym się dużo dzieje. Obramowanie rabat różanych zrobiłem 18 lat temu, kamienie z czasem się nie tyle się podniosły co trawnik użytkowy (wjazd do garażu) się obniżył i są do obniżenia. Widoczne płyty na patio różane, będzie w tej części gdzie są składowane i stoi ławka...

Znacznie więcej kamienia jest na rabatach z hostami. To najbardziej naturalny sposób utrzymujący, poprawiający wilgotność gleby w ich obrębie. Nadają też skalniakowatego charakteru całości, jakkolwiek typowego skalniaka w ogrodzie nie mam. Pierwszy plan na zdjęciu to hosty miniaturowe, stan bez śladów już przebudowy (w trakcie czy też nadciągającej :)...

A czy można uprawiać róże wśród kamieni? A dlaczegóż by nie. Na ten przykład Pan Wacław Morawski, to jest nie wiem jak teraz, ale swego czasu (lata 1995-2006) hodował róże w Ekwadorze. Pod samymi wulkanami Cayambe i Cotopaxi. Krzewy róż sadzone były wprost do gleby wulkanicznej. Jak sam o tym mówił: "Tygodniowo plantację opuszcza pół miliona róż. Mamy dokładnie 467 tys. krzaków, ponad 100 odmian". Plantacja funkcjonowała z ogromnym powodzeniem, eksportując cięte róże do USA i Europy. I to wszystko na glebie z bardzo dużą zawartością szkliwa wulkanicznego, czyli zakrzepłej lawy tworzącej skały wylewne, obsydiany, perlity i pumeksy. Przy tym te kilka kamieni na naszych rabatach, to naprawdę jest tyle co nic. A tym bardziej, że znajdują się na powierzchni gruntu, a nie tam gdzie bezpośrednio rozwijają korzenie. A nawet gdyby się znalazły niżej, to jak widać z powyższego przykładu róże co do gleby potrafią być nieszablonowe, a nawet bym powiedział, że ekscentryczne patrząc na powyższy przykład. Także kamienie nie są problemem kiedy rozpatruje się warunki uprawy, natomiast może się okazać trudnym kompozycja rabaty łącząca róże z dużą ilością kamienia. Brak jest też uznanych takich wzorców, nie spotyka się tak prowadzonych róż ani w ogrodach angielskich ani francuskich. Oczywiście można eksperymentować i stworzyć coś oryginalnego opartego na własnym nowatorskim pomyśle. Ale też trzeba pamiętać, że róże to pewne tradycje uprawy, ugruntowane wiekami prowadzenia ich w ogrodach, stąd to co nowe może być nie zawsze dobrze przyjęte. najnormalniej może nie pasować do ogrodowych stereotypów, które tu sa bardzo silne.  Ale można próbować, tym bardziej, że kamień to element, który zawsze możemy zmienić na rabacie czy nawet całkowicie usunąć bez szkody dla róż. Wyznaczanie samych ścieżek z kamienia przecinających rabatę to już dużo łatwiejsza sprawa, z reguły używa się płyt z piaskowca czy też innego płytopodobnego materiału. Może tylko trzeba pamiętać, aby ścieżki nie dominowały ilością użytego materiału, to róże są na rabacie najważniejsze.
Róża "Fryderyk Chopin" autorstwa Pana Stanisława Żyły zdaje się przeżywać swój renesans, coraz częściej widzę ją w ofercie szkółek czy ogrodach. Tak jeszcze zatrzymam się przy nazwie, której bardzo poprawnie Pan użył. Nie można skracać tu nazwy do samego nazwiska patrona róży, jak to się u nas w Polszcze spotyka, ponieważ w 1968 roku hodowca angielski Charles W. Ellick zarejestrował mieszańca herbatniego o nazwie "Chopin". Pan Żyła rejestrując swoją różę niejako zmuszony był użyć innej nazwy. Wprawdzie miała pierwotnie nazywać się "Jan Paweł II", ale to był rok 1980 i niestety różę ogrodniczo ocenzurowano. Ale oczywiście róża Pana Żyły jakby nie została nazwana, zawsze pachnie równie słodko, parafrazujac tu szekspirowskie "What's in a name? / That which we call a rose...". To niezwykle cenna odmiana bez dwóch zdań. No tak, postać każdego hodowcy odciska swoje piętno na róży, taką cechę w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zupełnie nie rozumiem dlaczego wielu zainteresowanych różami, zwłaszcza tych uważających się już za znawców, nie zwraca uwagi na autora, twórcę danej odmiany. Przecież róże zawdzięczamy ich talentowi, pasji, zamiłowaniu do róż i bardzo ciężkiej pracy. Ogrodnik to nie fryzjer. Tu ręce ma się urobione po łokcie, a dłonie w odciskach od wiosny po zimę, bo i nie ma innej drogi. Inna sprawa, że często hodowcy róż pozostają w cieniu swoich dokonań. Czasami dzieje się ze skromności i nie szukania rozgłosu, czasami odeszli lata czy nawet wieki temu, kiedy ich róże jeszcze nie były znane. Podobne to przypadki jak to bywało w historii z wieloma malarzami, postaciami literatury czy muzyki. Trzeba trochę wysiłku aby czegoś więcej się o nich dowiedzieć. Ale warto! Taka informacja jak ta o miejscu urodzenia Pana Żyły sprawia, że ten "Fryderyk Chopin" tam, w tych okolicach staje się inną różą – pełniejszą! Pamiętajmy o hodowcach róż tak samo jak pamiętamy o różach.
Świat się zmienia i to niekoniecznie na dobre. W czasach wprowadzenia "Fryderyka Chopina" odmian róż corocznie wprowadzanych na rynek europejski czy też amerykański było zdecydowanie mniej. Przez to nie tylko były bardziej zauważalne, ale też bardziej dopracowane pod względem wartości ogrodniczej, różanej. Liczyła się jakość, a nie ilość. Obecnie to co dzieje się na rynku to istny zalew wciąz to nowych odmian. Wygląda to jak linia produkcyjna z roku na rok coraz bardziej podkręcana przez hodowców. Że użyję porównania, w początkach swego istnienia Ford T był kompletowany w 12 godzin, kiedy Henry Ford wprowadził swoje rewolucyjne pomysły, z taśmy gotowy pojazd zjeżdżał co 24 minuty. Ale to nie koniec, kiedy produkcja osiągnęła liczbę 15 milionów, potrzebowano już na to tylko 24 sekund. Tak się zastanawiam, w którym miejscu tej historii jesteśmy teraz z różami. Ostatnio będąc w szkółce ogrodniczej wypatrzyłem dwie róże, które z kwiatów prezentowały się jak Hultemia persica, do których powiedzmy sobie mam ostatnio pewną słabość. Opisane były jako "Glorious" i "Pastel", nazwami  z którymi się nigdy nie spotkałem. Właściciel szkółki nic więcej poza tym, że to hit o różach nie był w stanie powiedzieć. O Hultemia persica też mu nie było nic wiadomo. Mnie tylko trochę zastanawiały bardzo drobne liście bardziej typowe dla róż miniaturowych niż dla gatunku, którym to tak żywo jestem zainteresowany. Obie róże nabyłem trochę w ciemno, z atrakcji mobilnego internetu nie korzystam. Po powrocie do domu sprawdziłem co i jak nabyłem dokładnie. Oczywiście były to dwie Hultemia persica, "Glorious Babylon Eyes" i "Pastel Babylon Eyes". Dwie odmiany z aż 12! należących do serii Babylon Eyes (o której nigdy nie słyszałem, tylko czy to moja wina?) wyprodukowanych w holenderskiej The Interplant Company na przestrzeni ostatnich lat. Wyprodukowanych, bo przecież trudno tu mówić o żmudnym procesie hodowli i selekcjonowania, jak to rzewniej bywało. A róże wiadomo, jak i inne kwiaty nie lubią pośpiechu. Kiedyś też te nowe odmiany były zapowiadane, oczekiwane, było ich niewiele co roku i każda introdukcja była zauważalna. Te dwie moje nowe róże są niewątpliwie ładne, "Glorious Babylon Eyes" w moim ogrodzie...

Nawet podoba mi się też pomysł nazwy serii, choć historycznie patrząc podbicie Babilonu przez Persów (Rosa persica) doprowadziło w dalszych wiekach do upadku metropolii. Mnie tym różom brakuje po prostu duszy. Nie wiem kto jest ich autorem, komu mam za nie podziękować. Nie będę się przecież kłaniał jakiemuś Innovative Laboratory :).
Pozdrawiam
(23 czerwca, 2018)
 
Marek Moch: PIĘKNE patio się szykuje! Ten kolor płyt w połączeniu z kolorem ziemi i różami, kolorem ich liści i kwiatów, z naturalną elegancją (takich właśnie) róż ... To jest to!! W ogóle ostatnio coraz bardziej podobają mi się te wielkokwiatowe, o ogromnych kwiatach i często takich ciemnych, jakby polakierowanych liściach. Ich elegancja. Dobrze, że nie mam już miejsca :) Rozumiem też ten brak ściółkowania, czy ściółkowanie kompostem, czyli jakby ziemią. To daje taki oddech. I elegancję. To pasuje do nich, do (takich) róż. One muszą być jedynie oprawione, ale to one są klejnotem, który musi być niezakryty, nieprzytłoczony, wyeksponowany. Te wielkokwiatowe zwłaszcza. Oczywiście trzeba czymś spiąć całość, i wydaje mi się, że właśnie jakieś płyty są świetne. Bo to musi być, tak sądzę, regularne, proste, bo jest w kontraście do liści i kwiatów, nieregularnych. A kora, czy trawa, to nie to. I nie chodzi (tylko) o kwestie użytkowości, podbierania wody czy substancji mineralnych. Ja tylko dlatego dałem korę i tylko w tych miejscach gdzie mam byliny wysokie, bo są posadzone dość gęsto i odchwaszczanie jest problemem. Poza tym przy ich gęstym posadzeniu dbałość o nieprzesychanie gleby jest ważna. A mam tam parę szałwii, jeżówki i duże rozchodniki, dwa kłosowce i jeden przetacznik kłosowy, po części dla wyglądu, ale też dla Owadów. A między różami chcę mieć, taki mam pomysł, czekam na sadzonki, macierzankę, bo chciałbym mieć jeszcze coś (też) dla Owadów. Poza tym tak myślę, że zakrycie gleby przy różach historycznych jest bardziej pasujące, niż przy wielkokwiatowych. Bardziej to pasuje. Jest jeszcze w miarę ok. Z uwagi na różnice w ich wyglądzie. Słowem, kamienie, lecz tylko, jedynie tyle, abym miał te miejsca do stawiania stóp, bo wejście między róże jest NIESAMOWITYM PRZEŻYCIEM, w tym roku to odkryłem :), a nie chcę zadeptywać, wydeptywać, gdzie bądź, więc kamienie będą mnie trzymać w ryzach, wymuszając, ułatwiając stawianie stóp tylko tam, tylko w pewnych miejscach. A poza tym dywanik macierzanki, lecz niskich odmian, czosnku górskiego, kwitnącego na biało zawciągu i goździków (z tymi ostatnimi ciut mam obaw, czy już nie „przepampruję” ale co tam, zobaczy się). Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo np. macierzanka ma swoje wymagania, słoneczne i nie tylko, ale liczę że będzie ok, a Owady się ucieszą! A to ważne dla mnie. No i ja też się ucieszę, bo oglądanie uwijających się PSZCZÓŁ i TRZMIELI to coś super!, tym bardziej że są nieagresywne. Gdy kwitła moja Rosa Mundi, to ja tu sobie ciąłem jej przekwitłe kwiaty, a w tym samym momencie, tuż obok moich rąk i nożyc, na tych kwiatach w pełni rozkwitu szalały pszczoły i trzmiele i nikt nikomu nie przeszkadzał, podlatywały, leciały do kolejnego kwiatu tuż obok mnie, moich rąk. Kamienie dam ostrożnie, z umiarem, zbyt jestem konserwatywnie przywiązany i szanujący STARE, SPRAWDZONE WZORY, szablony, abym nadmiernie eksperymentował. I tak jak Pan pisze, to nie może przytłaczać. Róża Fryderyk Chopin o której pisałem, już przekwitł, ale to nic, to wspaniała róża. I nie dziwię się jej renesansowi. A propos wielkokwiatowych i mego coraz mocniejszego nad nimi zachwytu, obok mnie ktoś ma także dwie wielkokwiatowe, jedna z nich, o dużych kwiatach, to jednak nie Fryderyk Chopin, choć trochę podobna kolorem, ale też piękna, druga o mniejszych czerwonych kwiatach, razem dają ten efekt i do tego jeszcze wspaniale komponują się z małym ogródkiem warzywnym, co jest obok nich. Choć i one już przekwitły. Ale pamiętam to co jeszcze niedawno mogłem oglądać, a i teraz są piękne.
Tak. Coś zbyt mocno to wszystko przyspiesza, nowości, nowości i nowości. Natłok, nawała. To momentami zaczyna męczyć. Może mniej, nie nadmiernie, spokojniej, z umiarem, I trzymając się Starych Wzorów, tak aby wszystko było harmonijne, nie nadmierne. O to tak, o tak. Gdzieś ostatnio słyszałem, że Getrude Jekyll powiedziała, ogród ma być kawałkiem harmonii wśród pełnego chaosu świata.
Serdecznie pozdrawiam
(27 czerwca, 2018)

 

 







 





Komentarze

  • Brak komentarzy
Dodaj komentarz