Rozmowy o różach



Marek Moch: Dzień Dobry. Tak, Westerland jest wspaniały. Naprawdę wspaniały! A ten u Pana musi czuć się świetnie, bo pokazuje wszystkie najlepsze cechy tej odmiany. Bez wątpienia. Świetnie! To a propos nie nadmiernej ilości samo siewek hybrid rugosa. Tak sądziłem, to jednak mieszańce. Ale chciałem poznać Pana zdanie, wiedzę. Świetnie!! Jednak mimo wszystko nie sądzę, abym kiedykolwiek polubił czystą rosa rugosa, ale do hybrid coraz bardziej mnie Pan przekonuje! W kilku miejscach czytałem, że kanadyjki potrzebują ok. 5 lat na to, aby się właśnie dobrze ukorzenić i dopiero po tym czasie zaczynają naprawdę mocno rosnąć. Zatem to jeszcze tylko 2 lata i Pana Therese Bugnet zacznie się bardzo rozpędzać. Czyli jednak te próby „wyciśnięcia” z tego co już zrobione jeszcze więcej zawsze coś kosztują. Róże Austina mają wygląd i zapach old roses, przy tym powtarzają kwitnienie, sądziłem że główną ich wadą jest mniejsza mrozoodporność, a tu proszę .. są jeszcze inne .. i to poważne, poważne. Tak, Georges Bugnet był wyjątkowym człowiekiem, i to pod tak wieloma względami, a Therese Bugnet jest chyba jego najlepszą różą. Ale aż tylu informacji o nim i jego dziełach, w tym dokładnego wyliczenia wszystkich jego róż, ze wskazaniem na cześć kogo nazwał którą, tego nie czytałem nigdzie wcześniej. Dziękuję! Z tego co czytałem, to poza Teresą, także Luiza jest uprawiane i do kupienia w Polsce. Być może kupić można też Marię, na pewno jest uprawiana. Marię i Luizę różni chyba głównie siła wzrostu, Luiza jest wyższa, większa (i chyba nawet więcej niż 90cm). I ponoć też, jak Teresa, nie ma kolców. Oczywiście b.b. mrozoodporna i b.b. odporna na choroby, podobnie jak Teresa odporna na cień. Te jej malinowe, czy purpurowe przebarwienia ponoć znikają, ale nawet czysta biel jej kwiatów moim zdaniem jest b. ładna. W przeciwieństwie do Teresy ma dużo owoców, ale jak już wiem :) tego nie trzeba się obawiać. Maria ma ich też nie mieć, ale to oczywiście są tylko informacje z internetu. Pamiętam jak – bojąc się jeszcze tych siewek – szukałem informacji, czy róża dr. Svejdy - Martin Frobisher ma owoce, to znajdywałem raz informacje że ma, raz że nie ma. I bądź tu mądry :) Ale sądzę, że nie ma, bo jednak takich poglądów, wpisów, że nie ma, było więcej. U niego (MF) piękna jest ta zmiana koloru, w miarę przekwitania, od neyron rose do bieli. I odcień liści. Tak sobie też myślę, że nawet te mumie z pąków kwiatowych (gdyby długo padało) nie wyglądałyby na żywo aż tak źle, przy jego odcieniu liści. Szczerze mówiąc gdzieś tam sobie w myślach „projektowałem” połączenie Therese Bugnet, Martin Frobisher (2szt.), Rosa alpina/pendulina i może (może!) Louise Bugnet. Plus modrzew japoński szczepiony, sosna drobnokwiatowa, z tych mniejszych, jakaś mniejsza odmiana derenia jadalnego i aronia. Róże jako motyw przewodni. Poza Martinem właściwie bezkolcowe i Odporne - noo Martin miewa ponoć czasem mączniaka prawdziwego, ale rzadko. Zresztą ja tak zagłuszyłem bylinami róże na mojej Rabacie 5 Róż, że miałem na koniec mączniaka na Felicite Parmentier i nawet trochę na Rosa Mundi! „Mistrzostwo świata”! Więc to też kwestia, czy czasem nie przesadzamy w utrudnianiu im życia, wtedy nawet najzdrowsze mogą coś złapać. W tym roku będą tam zmiany, już wiem jak to zrobię, sądzę że wtedy nawet Blanche Moreau nie będzie kaprysić. No proszę, a myślałem że ta ogromna Therese Bugnet na stronie Fińskiego Towarzystwa Różanego to sam krzew, a tu faktycznie jest jeszcze ta bylina, ale i tak jest piękny (krzew!)! I święta racja a propos odpowiednich odległości między roślinami i odpowiedniej wyobraźni, aby wiedzieć jak to będzie wyglądać po kilku latach od posadzenia.
Pozdrawiam i dziękuję za Pana wpis.
(22 stycznia, 2018)

Piotr Szustakiewicz: Mamy jak na razie zupełnie angielską zimę w Polsce, o czym najlepiej świadczą pojawiające się już gładyszki czyli śnieżyczki przebiśniegi. Na Wyspach ich czas kwitnienia przypada tak właśnie na przełom stycznia i lutego, stąd ta tradycja nazwy Candlemas Bells od święta przypadającego na 2 luty (Candlemas Feast). Zdjęcie dzień dzisiejszy – Galanthus elwesii w moim ogrodzie...

Wiosny oczywiście wypatruje się zawsze, jednakże dla róż byłoby lepiej, gdyby przyszła we właściwym sobie czasie, czyli tak powiedzmy najwcześniej za miesiąc. No chyba, że te zapowiadane temperatury +8 ºC czy nawet powyżej zera utrzymałyby się przez cały luty. Najgorsza jest zawsze huśtawka, duże różnice, jedne dni mocno na plus i potem kolejne na minus.
Czekanie na róże na własnych korzeniach zawsze trwa dłużej, w tym też na mieszańce róży pomarszczonej. Jedna z zalet okulizacji to zawsze przyśpieszenie rozwoju i tym samym wzrostu. Wiadomo, każdy chce mieć dorodne krzewy jak najszybciej. Niemniej, rozmnażanie na własnych korzeniach i utrzymanie podczas rozrastania się takiego stanu ma też swój wielki pozytyw, niezwykle istotny dla róż o pokroju krzewiastym, parkowym. Jest nim znaczne zwiększenie długości życia danej odmiany. Krzew tworząc nowe odrosty tym samym odmładza i odradza się. Natomiast, jeśli róża została zaszczepiona na krótkowiecznej np. Rosa multiflora, nabyta i posadzona płytko, to będzie żyła dokładnie tyle ile podkładka. Pędy zaszczepionej szlachetnej odmiany nie mają tu szansy na ukorzenienie się i przyrastanie o nowe. To co napisałem o różach angielskich w poprzednim wpisie, o widocznym starzeniu się w wieku lat 10, to właśnie jest u mnie też ten przypadek. Krzewy nie wytworzyły młodych pędów, a starym nie pomaga już cięcie odmładzające. Jest też tak, że najstarsze róże angielskie sadziłem miejscem szczepienia na głębokości ok. 5 cm, co też nie wyszło im na dobre. Nie miałem wówczas tej wiedzy co teraz, jak i doświadczeń. Pozostałe angielskie siedmio-ośmioletnie letnie to już sadzenie na głębokości minimum 10 cm i tu już są nie tylko pędy wyrastające z miejsca pierwotnego szczepienia, ale pojawiają się też takie w pewnej odległości od nich, na własnych już korzeniach. W nich też i moja nadzieja.
Niemniej, przy różach Davida Austina trzeba mieć świadomość, że pierwsze z nich miały w swoim pochodzeniu znacznie więcej genów róż historycznych, przede wszystkim francuskich, dających mocne odrosty. Jedna z najstarszych "Constance Spry" (Austin, 1961) została wyhodowana w wyniku krzyżowania "Belle Isis" (Gallica, Parmantier, 1845) i "Dainty Maid" (Floribunda, Le Grice, 1940). Natomiast równie wiekowa "Wife Of Bath" (Austin, 1969) to już "Madame Caroline Testout" (Hybrid Tea, Pernet-Ducher, 1890) x ["Ma Perkins" (Floribunda, Boerner, 1952) x "Constance Spry" (Austin, 1961). Potem i aż po dzien dzisiejszy, nowe odmiany róż angielskich były i są pozyskiwane w wyniku krzyżowań w obrębie swojej grupy. Ich historyczność w cechach z roku na rok maleje i moim zdaniem obecnie jest dość symboliczna. Wielkość kwiatów i pojawianie się prawie przez cały sezon nie mogły się wziąść też z niczego. Stoją za tym mieszańce herbatnie, które nie moża zaliczyć do róż długowiecznych. Także, nie można tu mówić, że róże Davida Austina rozczarowują. Tu poprawiam się względem poprzedniego wpisu :) i muszę doprecyzować. Wypadają gorzej, jeśli porównać ich żywotność z typowymi różami krzewiastymi (Shrub). Jakkolwiek, jeśli utrzymają się nam w ogrodzie 10 lat, to należy to przyjąć za całkiem dobre osiągnięcie, jak na róże które przez ten czas oferują tak wiele doznań różanych. Jeśli nam się bardzo podobają, a to dość oczywiste, to pomyślmy już przy sadzeniu o tym jak przedłużyć ich żywot lub też w wieku lat 7-8 posadźmy na tym stanowisku tę samą odmianę, na ten przykład własnoręcznie zaszczepioną ze zrazów pobranych z naszego nie pierwszej młodości krzewu.
Mieszańce róży pomarszczonej jako pojedyncze krzewy w sadzie czy prowadzone jako szpalery/żywopłoty, to takie założenia ogrodniczo najmniej skomplikowane. W przypadku uprawy na rabatach, łączenia z bylinami, sprawa już nie jest taka prosta. Musi być przede wszystkim spełniony warunek odpowiednio dużej powierzchni. Średnica krzewów większości odmian tych róż to 2 m, czyli szerokość rabaty powinna wynosić minimum 3 metry dla dwóch planów roślin. Pamiętać tu należy, że Hybrid Rugosa, to bardzo silne akcenty ogrodowe, o mocno zagęszczonym pokroju, tworzące tło na rabacie. Jeśli rabata pozwoli na trzy plany (szerokość 3-4 m), to ich miejscem powinien być ten najdalszy patrząc od czoła. W przypadku decydowania się na wysokie krzewy, jak dereń jadalny, te sadzimy na trzecim planie, za krzewami róż lub na razem na jednym, a pomiędzy nimi. Byliny muszą mieć pas w granicach 1 m, bo i ich wybór powinien być z gatunków naturalnych czyli mocno rozrastających. Najodpowiedniejsze byłyby tu zioła dorastające do 1 m, które można wykorzystywać na potrzeby kuchni – oregano, mięta, szałwia, cząber, ogórecznik. Może też być lawenda, ogórecznik czy ziele jaskółcze. Ich zadaniem będzie wypełnianie pierwszego planu, a z czasem przesłanianie podstawy krzewów róż. Całość będzie sprawiać wrażenie jak najbardziej naturalne, czyli takie najbliższe Rosa rugosa jako gatunku róży dziko rosnącej. Gdybym ja wybierał jej odmiany dla siebie, to każda byłaby inna. Dwie takie same obok siebie zawsze przytłaczają swym ciężarem podwojonego pokroju i ciężko je czymkolwiek zrównoważyć. Dwie różne odmiany, to też dwa razy więcej wrażeń i doświadczeń z uprawy. Co do doboru innych krzewów – jak tylko znajdzie się dla nich miejsce, to dużo lepiej będą się tu prezentować te o pokroju pionowym, wyprostowanym, wznoszącym się, smukłym, które tym samy będą wyróżniać się od kulistego pokroju krzewów Hybrid Rugosa. Nie powinny też rozpościerać się na ich wysokości, jak i poniżej.
Rzeczywiście "Louise Bugnet" jest już do dostania w sklepie Rozarium. Kiedy rozglądałem się jesienią 2016 roku, to albo jeszcze nie było w ofercie albo najnormalniej przeoczyłem. Wprawdzie miejsca w ogrodzie mam coraz mniej, ale na róże pomarszczone, to i mi nie szkoda.
Pozdrawiam
(29 stycznia, 2018)

 










  • Brak komentarzy
Dodaj komentarz