Rozmowy o różach



Piotr Szustakiewicz:  Dziękuję za dobre słowo, to miło przeczytać, że moje doświadczenia, nabyta tym sposobem wiedza, przydają się też Pana różom. Poznawanie zdania innych ogrodników jest ważne zwłaszcza na początku, aby też nie popełnić podstawowych błędów, które z czasem zdyskwalifikują nasze róże. Czymś takim może być właśnie kwestia zbyt małych odległości między krzewami. Dorastając będą traciły przestrzeń do rozwoju, a i zamiast 2-3 odmiennych róż będziemy mieli jak gdyby jedną, będącą kłębowiskiem pędów bez ładu i składu. Kiedy zdajemy sobie z tego sprawę, to najczęściej jest już niestety za późno na przesadzanie i zmianę stanu rzeczy. Podobnie też sprawy się mają z dwoma różnymi odmianami o tym samym kolorze kwiatów, które zwłaszcza z daleka będą się prezentować jako jedna. Niewiele też można zrobić jeśli nieodpowiednio dobierzemy stanowisko na zbyt piaszczystej glebie. Choć czasami nie mamy tu wyboru i tak było na przykład w ogrodzie moich znajomych, którzy postanowili uprawiać róże, a ziemia u nich w ogrodzie bardzo luźna, prawie pylasta. Każdy krzew przy sadzeniu dostał około 150l kompostu i coroczne nawożenie, a jednak to wszystko okazuje się wciąż zbyt mało i ponad już pięcioletnie róże nie prezentują się tak dobrze jak moje podobne wiekiem rosnące na glebie ciężkiej i gliniastej. Z poprawnym doborem stanowiska wiążą się też kwestie wystawy i nasłonecznienia, generalnie powinno być południowe, tylko nieliczne róże sprawują się dobrze na częściowo zacienionych. Nieprzyjazne może okazać się też sąsiedztwo drzew i krzewów zasłaniających słońce, a i  tworzących mocno rozgałęzione karpy korzeniowe (świerki, brzozy, czy nawet bzy), które mogą przerastać korzenie róż. Decydowanie z czego z czasem zrezygnować w ogrodzie bywa bardzo trudne. Wszystko powyższe to warunki nieodzowne i konieczne do spełnienia w czasie sadzenia róż i nie ma co samemu tu odkrywać Ameryki, a i przysłowiowe uczenie się na błędach nie bardzo zdaje egzamin. Co nam po takiej nauce, z której po pięciu latach wynika tylko, że róże rosną byle jak i trzeba je zaprowadzać na nowo.
Natomiast, jak już te różane sine qua non mamy spełnione i za sobą, to potwierdzam jak najbardziej, że nie ma to jak własne doświadczenia ogrodnicze budowane na codziennym zajmowaniu się różami. Tu popełniane błędy, jeśli się zdarzą a i mają prawo, nie mają już takich dla róż być albo nie być konsekwencji. Co najwyżej stracimy jeden czy dwa pędy, część kwiatów. Pana róże zostały bardzo dobrze posadzone i tak są prowadzone, są silne i zdrowe, naprawdę trzeba by teraz kataklizmu (odpukajmy w niemalowane :), aby je powalić. Także proszę się nie obawiać wykonania zabiegu cięcia i jeszcze raz powtórzę - to tylko drobny zabieg, a nie przecież operacja typu przesadzanie, która może rokować 50 na 50. Pamiętajmy tylko o podstawowych zasadach, o podziale cięcia wobec róż historycznych (generalnie krzewiastych) powtarzających i niepowtarzających kwitnienie. Tak jeszcze na marginesie, czasami słyszę takie "a po co mi w ogóle wiedzieć do jakiej grupy należy moja róża i jakie jest jej pochodzenie". I tu jest doskonała odpowiedź – otóż ma to jak najbardziej praktyczne zastosowanie, po to uczymy się tego wszystkiego, aby wiedzieć jak się różami zajmować czy w tym przypadku wykonywać cięcie.

Co do samej "Ispahan"... O cięciu tej róży napisałem się w komentarzu i zatem powtórzę się. Cięcie, podobnie jak i innych damascenek, jest i przy tej odmianie bardzo ważnym. W pierwszym roku uprawy wycinamy tylko przekwitłe kwiatostany. W drugim, w sierpniu tniemy krzew do 50 cm i powtórnie do 75 cm z końcem października, jeśli to konieczne. W następnych latach w sierpniu tylko cięcie korygujące kształt krzewu (usuwamy mocno strzelające pędy), natomiast zasadnicze wiosną na wysokość 1 m i też wtedy wykonujemy prześwietlające (wycinamy pędy krzyżujące się, przemarznięte, chore). Ta podana wysokość 1 metra to podobnie jak i przy różach białych czy mchowych, takie dookreślenie dla danej grupy generalnych zasad cięcia historycznych niepowtarzających. To doświadczenia niektórych rosarian, niemniej uznanych autorytetów, ich stosowanie jest poparte wieloletnimi doświadczeniami w uprawie róż. Warunki klimatyczne, stanowiskowe, podkładka, prowadzenie róży – to wszystko determinuje te sprawy. Trzeba to empirycznie sobie zweryfikować. Ja jeśli cokolwiek zalecam tu w swoich wypowiedziach, a odbiega to od zasad przyjmowanych przez większość, to tylko w takich doświadczalnie potwierdzonych w moim ogrodzie przypadkach.
Unikanie wystaw podatnych na działanie mrozu czy też wiatru, który może wyłamywać pędy wyższych krzewów, to sprawy, które trzeba rozważyć już przy sadzeniu róż. Nie są one z tych z którymi nie można już nic zrobić w przyszłości, jednakże radzenie sobie z nimi zawsze będzie wymagało zachodu. W przypadku zastoisk mrozowych czy mroźnego dotkliwego wiatru, konieczne zimą będą dodatkowe osłony, zwłaszcza u odmian o niższej mrozoodporności. Przy całorocznej wietrznej wystawie koniecznym je wspieranie krzewów wzmacniającą konstrukcją. Może mieć ona różne formy, począwszy od drewnianych po metalowe, bardziej trwałe i solidne. Coś możemy sobie w każdym centrum ogrodniczym dobrać, ważne jest aby wspierały krzew w połowie jego wysokości, obejmowały w tym miejscu wszystkie pędy. Mogą być w typie podpory dla peonii, czyli metalowe koło wsparte na 3 nogach. Podpory generalnie nie mogą być zbyt wysokie, w innym przypadku pędy mogą nam niepożądanie się piąć i stawać wiotkie. W tym przypadku Pana róż "Ispahan" pomocnym może być mocowanie krzewów do płotu lub wspieranie na nim, jeśli tylko odległość na to pozwoli. Musi Pan to sobie rozważyć. Jest też tak, że z roku na rok pędy będą się wzmacniać i może się okazać, że za 2-3 lata problem sam zniknie. Krzew będzie na tyle mocny i stabilny w pokroju, że da sobie radę z ulicznymi przeciągami. Bo też jak sądzę po zdjęciach, nie jest to taki typowy wydmuch jak to czasami zdarza się w ogrodach wiejskich otwartych na pola.
W ubiegłych dwóch latach mocno dawały się w moim ogrodzie braki opadów deszczu przy jednoczesnych upałach. Niemniej róże miały się jak nigdy, wspaniale kwitły i nie zapadały na choroby liści. W tym roku nie pada co leje tydzień w tydzień, no i o ile ogród tonie w zieleni, to róże już tak dobrze się nie prezentują. Zaczynam też dostrzegać pierwsze oznaki rdzy i czarnej plamistości. Porażone liście usuwam ręcznie i czekam na słońce, ciepłe w końcu lato. Ale też sobie myślę, w Anglii pewnie jeszcze więcej deszczu, a róże uprawia się z tak dużym powodzeniem, że nie ma co i u nas za bardzo narzekać.
Pozdrawiam
(11 lipca, 2017)

Marek Moch: Dziękuję Bardzo!!! Ardua prima via est, pamiętam to z pierwszej lekcji łaciny w liceum, ale też faktycznie nie ma co się aż tak bardzo bać. Gdy zrobię cięcie to je opiszę. A teraz mam tylko jeszcze jedną prośbę, jednak tylko jeśli nie będzie to kłopotem dla Pana. Czy mógłby Pan wkleić po jednym zdjęciu swego Comte'a de Chmbord, Rose de Resht, Ispahana i Versicolor, ale takie abym widział jak tam się układają pędy?
Pozdrawiam
(14 lipca, 2017)

Piotr Szustakiewicz:  Domyślam się, że najbardziej pomocne byłyby takie które przedstawiają wspomniane róże w podobnym Pana wieku czyli wchodzące w 3 sezon, niestety takich nie posiadam. Te które widnieją przy poszczególnych przedstawiają pokrój krzewów starszych, najczęściej kwitnących. Nie wiem na ile one spełnią Pana oczekiwania. To "Comte de Chambord" z kwietnia 2016 roku (jest na stronie 14), może dać pewien obraz pokroju jaki tworzy ta róża, a i też do czego powinniśmy zmierzać poprzez cięcie...

Proszę jeszcze popatrzeć na jesienne zdjęcia zamieszczone w tej historii na stronie 19. Jest tam między innymi "Ispahan", poza tym dobrze widoczne podstawy róż historycznych krzewiastych. Jakkolwiek będę miał na uwadze, aby pojawiły się tu zdjęcia bardziej obrazujące kwestie kształtowania pędów. Może jesienne, kiedy już stan bezlistny i ich układ jest dobrze widoczny.
(16 lipca, 2017)

Marek Moch: Witam po przerwie. Niestety z braku czasu nie zrobiłem jeszcze cięć. Źle. Może gdybym miał doświadczenie, to udałoby mi się to tak „na szybko”, ale u mnie .. ja muszę mieć cały dzień na to, więc ciągle to odkładałem. A jak miałem czas, to padało. Źle. O ile tylko w najbliższy wtorek (święto) nie będzie u mnie lało, to na pewno to zrobię. Raz kozie śmierć. Mam Pan wskazówki, co prawda to (cięcie) i tak budzi moje obawy, ale trzeba to zrobić. I już. Ispahany wybujały. Bardzo mocno, w górę, w boki. Inne (rabata 5 róż) też ruszyły. Moje spostrzeżenia: Ispahany ogromne, jedynie co, to ciut parę razy chwyciły mączniaka rzekomego, nie pryskałem jednak, obrywałem tylko zarażone liście, przy tej ich ilości liści co mają nie było to oberwanie w ogóle dostrzegalne, i trzymam mączniaka w ryzach. Comte de Chambord bardzo zdrowy (nie chorował na nic), mocno kwitł i pięknie pachniał, teraz powtarza kwitnienie, obecny zapach słabszy (ale i tak czuć), ale kwiaty bardzo ładne, w przerwie między kwitnieniami zaczął też mocno przyrastać, teraz to kontynuuje - polecam tę odmianę, coś tam go z lekka poskubało, ale trzymam w ryzach, parę gąsienic trrrach ... i 2 czy 3 skoczki też ciaach ... Rose de Resht ma tak samo jak CdCh, kwitnienie jeszcze lepsze!, przy obecnym też b. mocny zapach, taki jak przy pierwszym, też b. zdrowa. Polecam. Dodatkowo sama z siebie stworzyła bardzo ładny kształtny krzew, puściła szlachetny odrost który pięknie kwitł, ale mimo że serce mnie boli pewnie go we wtorek wytnę (tak jak Pan zaleca). Coś go tam w paru miejscach zgryzło, ale w ryzach i bez przesady. Blanche Moreau ruszyła, moim zdaniem ma coś małe liście, nie wiem czego jej brak, tak jak w tamtym roku miała czarną plamistość, pryskałem ją jakiś czas temu już 2 razy miedzianem, liści z plamami nie oberwałem wszystkich, ale na nowych nic nie ma mimo to, miała parę razy ciut mączniaka, poobrywałem, nie pryskałem, dała 3 odrosty (szlachetne!) i tutaj pewnie tak zrobię jak przy Rose de Resht. Moim zdaniem ona musi dorosnąć, i za kilka lat problemy z czarną pl. znikną same. Rosa mundi Versicolorka ho ho ho jak ona poszła w szerz i w zwyż, łapie ciut mączniaka ostatnio i teraz też coś ja ciut pożarło, trzymam w ryzach. Właściwie to martwi (i dziwi mnie) Felicite Parmentiere, to alba, a mimo to mączniaka chwyta najmocniej (tak samo było w tamtym roku), na młodych liściach, również z tej przyczyny będę ciął we wtorek, do tej pory obrywałem jedynie i było ok, ale teraz ostatnio lało i lało i mączniaka jest na końcach więcej, poza tym co jeszcze .. hmm to samoistnie zgrabny krzew, może też musi dorosnąć i problemy z chorobami znikną hmm? Choć przecież to alba… więc ten mączniak dziwi. No i coś tam też ją z lekka zgryzło na górze. Pryskać nie będę. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za maile, one mnie zmotywowały do działania. Marek Moch ps. a teraz właśnie LEJE.

ps. No i już po cięciu, ale tylko Ispahany zrobiłem. Postaram się w weekend dokończyć resztę. A przy wolnej chwili opisać swoje spostrzeżenia i przemyślenia. Bardzo Dziękuję z całą pomoc! I zdopingowanie, bo bym pewnie jeszcze odkładał to przez rok :)
ps.1. Finis coronat opus wszystkie przycięte. Dziś tj. 22.08. skończyłem też wielkie porządki na rabacie 5 r., musi być mniej bylin i tak będzie (jest), róże są najważniejsze. Już doczytałem, że na nawóz jest za późno, dałem tylko ciut ciut jesiennego, z potasem i mikroelementami. Super by było, gdyby po tym jak opadną u Pana liście, wrzucił Pan z 3,4 zdjęcia starszych krzewów - na nich będę widział pokrój i układ gałęzi do którego będę dążył, sądzę że już wiem o co w tym chodzi, ale nauki nigdy za dużo. Za co z góry b. dziękuję :)
ps. 2 Co Pan sądzi o oborniku granulowanym jesienią?
Teraz nic już nie daję, poza tą garsteczką jesiennego z potasem (już dałem wczoraj), ale może warto dać
gdzieś w październiku obornik granulowany i go przekopać, wiosną byłby dostępny. Przed cięciem zrobiłem oprysk z drożdży i mleka, bo miałem ten biały mączniak, wyglądało to średnio, ale potem woda to spłukała, a teraz też po przycięciu i przewietrzeniu widzę, że chyba problem znikł.
(8-22 sierpnia, 2017)

Piotr Szustakiewicz: Potwierdzam, starsze krzewy zdecydowanie mniej zapadają na mączniaka jak i inne choroby grzybowe liści. Przy moim bezopryskowym prowadzeniu można by nawet postawić tezę, że same nauczyły się dawać sobie radę z takimi problemami. Oczywiście nie jest to stan idealny, ale całkiem zadowalający. Co do nawożenia, to jak to napisałem na samym początku naszej rozmowy, ja w ogóle nie nawożę róż przez pierwsze 3, a nawet 5 lat. Pozwalam przez to, aby korzenie poszukiwały same składników pokarmowych i tym samym rozrastały się rozlegle. Moim zdaniem dobrze przygotowane stanowisko całkowicie zabezpiecza krzewy w składniki pokarmowe na pierwsze te lata. Zwłaszcza jeśli nie ma żadnych oznak niedoboru składników, jakiejkolwiek chlorozy i krzewy sprawują się nam doskonale. Wiem, że zaleca się nawożenie, a i przecież półki w sklepach ogrodniczych po to właśnie uginają się pod ciężarem wszelkiego asortymentu dopalaczy dla róż. Pozostawiam Panu te kwestie, podobnie jak zawsze to robię, do rozważenia sobie. Natomiast czymś zupełnie innym są zabiegi traktujące pędy i liście wzmacniającymi/uodparniającymi naturalnymi preparatami, najlepiej sporządzonymi przez samego siebie z naturalnych surowców oraz w zgodzie z naturą i ekologią zwalczanie szkodników i chorób róż. To wszystko jest jak najbardziej wskazane i godne polecania. Bardzo mi się podoba ten oprysk z drożdży i mleka, choć jeszcze nigdy sam takiego nie robiłem. Domyślam się po składzie czemu ma służyć, ale najlepiej będzie jak Pan o tym sam napisze, skąd też taki pomysł. Ja o zdjęciach oczywiście pamiętam, jesienią pojawią się w witrynie.
Pozdrawiam
(25 sierpnia, 2017)
 
Marek Moch: Witam i od razu na wstępie b. dziękuję za kolejne Pana wpisy. Co do zdjęć, to chyba niezbyt precyzyjnie się wyraziłem, otóż zależało mi (przede wszystkim) na zdjęciach całego krzewu(ów), wtedy będę widział i dół i górę, całość, cały układ pędów na krzewie, cel do którego będę dążył. Parę zdjęć po tym jak opadną liście, o ile możliwe z krzewami odmian które mam ja, to byłoby coś super, z co z góry raz jeszcze dziękuję. A propos cięcia, z jakiej firmy ma Pan sekator? Ja kupiłem kilka, ale jakieś takie ... średnie (fakt, nie były zbyt drogie, no to mam ...), a dobry sekator jest przecież b. ważny. Oprysk z drożdży (kostka, ale można dać pół, na litr mleka jak najchudszego, wymieszać, odstawić na jakieś parę godzin, a potem rozcieńczyć w 10 litrach wody, dobrze aby była odstała i nie za zimna, ja dałem po wymieszaniu jeszcze trochę cukru, ale to już mój pomysł, drożdże zaczęły wtedy pracować) dałem w związku z mączniakiem prawdziwym, który się pojawił, przede wszystkim na Felicicie Parmentier, ale też z lekka na Ispahanie, Blanche Moreau i Versicolor. O opryskach z mleka czytałem już dawno, a teraz gdzieś znalazłem artykuł o drożdżach, one mają konkurować i zajmować nisze grzybów, które w związku z tym giną z głodu. Tak to można językiem laika w skrócie opisać. Może to być oprysk, można też podlewać pod krzew. Sam oprysk może być w formie polania z góry na krzew z konewki. Tak, pamiętam co Pan pisał o nawożeniu, ale korciło mnie, po tym cięciu, coś sypać, jednak poza garsteczką jesiennego pod krzew, którą już zaaplikowałem, nie będę nic dawał. Widzę dziś, że problem z mączniakiem prawdziwym znikł (ciąłem też, a zarażone były końce), za to mam ten mały problem z czarną plamistością ? lub mączniakiem rzekomym ? szczerze mówiąc nie umiem tego chyba rozróżniać. Na Blanche Moreau, a teraz widzę że też trochę wlazło na Versicolor. Ale zachowuję spokój. Jak człowiek za bardzo biega koło roślin, to często kończy się to źle. Nie przesadzać, zachować umiar we wszystkich działaniach. Poza tym, to ma być przyjemność, nie orka na ugorze ;) Aczkolwiek, o czym już pisałem, zrobiłem kolejny już raz wielkie wykopki na Rabacie 5 Róż. Choć cały ten gąszcz bylinowy B. mi się podobał (owadom też). W porównaniu do zdjęć z 5-9.06. ona cała zarosła. Wyrzuciłem wszystko najpierw i zrobiłem z tego co miałem grupy bylin „na rogach” na końcach na prawo i na lewo. Oraz w dwóch miejscach od strony obrzeży przy Versicolor i Blanche Moreau. Zobaczę jak to teraz będzie, w ziemi coś tam na pewno zostało, kłącza i nasiona. Nie wiem... najchętniej miałbym taki gąszcz jaki był, ale róż prawie nie było widać (nie wiem czy czasem te choroby też stąd się nie pojawiły, choć liczyłem że stworzy się naturalna równowaga, na pewno sadząc boby spowodowałem że mszyce były tylko na nich, nie tykały róż), najbardziej do było widoczne w przypadku Felicyty, gdy usunąłem byliny spostrzegłem, jaka duża urosła (do tego sama z siebie była taka zgrabnie ukształtowana). Choć bylinowy gąszcz też był SUPER... Kwitło raz to raz tamto, listki taki i inne, pszczoły miodne i dzikie, trzmiele, muszki, osy i to bardzo różne, ślimaki, pluskwiaki, złotooki, biedronki itede… Cudnie. Nie trzeba było też za bardzo podlewać, ziemia była okryta. Będę pewnie z tym jeszcze eksperymentował... Muszę jednak pamiętać, że nie mam dzikich róż, ale szlachetne. Obawiam się, że je tym bylinowym szałem "doduszałem". Co Pan o tym sądzi? Przy Rose de Resht, Versicolor i Blanche Moreau były odrosty – ale na pewno szlachetne, bo RdeR kwitł a BM miały ten kolor i wyrostki mchowej, zaś Versicolor nie wyglądał, zbyt był delikatny, na dziką – jednak zgodnie z zaleceniem je usunąłem, przy okazji cięcia. Kupiłem dwa małe opakowania EM-ów. No oczywiście opryski z gnojówek ziołowych też będę zawsze robił. I to tyle :).
Pozdrawiam
(28 sierpnia, 2017)

Marek Moch: Czy wśród takich bylin mogłyby rosnąć róże? Oto jest pytanie ... Taka gęstwina jest Zachwycająca, ja to nawet bym dał więcej "dzikich" "chwastowych" rodzimych bylin, ale ... Na zdjęciach Pana róż widzę, że jest dużo ziemi bez bylin, bez niczego, wokół róż. Już Pan kiedyś pisał, tu w rozmowach o różach, że z czasem róże są coraz większe, mocniejsze i otoczenie bylin im nie będzie wadzić, ale ... ciągle myślę jak to połączyć, róże i morze bylin. Bo mniejszy przewiew (!), bo konkurencja o wodę i składniki pokarmowe ... problem do rozwiązania. Pozdrawiam
ps. No i proszę, dzisiaj obejrzałem róże i widzę pęczniejące pąki, a na części już nowe przyrosty z tych pąków - w miejscach poniżej cięć. Za długo zwlekałem z tym cięciem, teraz będę się martwił czy zmężnieją przed zimą :). Ale nic to, ważne jest że ciąłem! A poza tym uświadomiłem sobie, że to już ponad 2 lata mego czytania i pisania na Pana stronie! Dziękuję za przemiłe i bardzo kształcące rozmowy o różach.
(3 września, 2017)

Piotr Szustakiewicz: To prawda, sekator do róż koniecznie musi być bardzo ostry, aby przy cięciu nie rozszczepiał pędów, które w takim stanie źle się zabliźniają i stają się furtką dla przenikania wszelkiego rodzaju patogenów. Używam od trzech lat Raco (Profi Plus), który mi najbardziej przypomina stare Gerlachy, niezwykle solidne, a przy tym bardzo proste w wykonaniu, czyli ramiona z ostrzami jako wykuta całość z możliwością ostrzenia. Bez żadnych usprawnień/udziwnień. Warto wydać jednorazowo te 70 zł i niech sekator służy nam na lata. Ostrzenie jest czymś nieodzownym co sezon, ale też nie jest w żaden sposób to skomplikowana sprawa. Dziękuję za recepturę na Drożdze z Mlekiem. Pomysł uważam za bardzo ciekawy i taki inspirujący. Wprowadzamy do środowiska róż grzyby (drożdże są nimi), które nazwałbym szlachetnymi, jako mechanizm antagonistyczny wypierający te złośliwe i niechciane. Mamy konkurencję o składniki pokarmowe, czyli coś innego niż na przykład Biosept 33SL (obecnie Active), ekstrakt z owoców grapefruita o działaniu uodporniającym. A przy tym drożdże jako surowiec są nieporównywalnie tańsze i prostsze do przygotowania w warunkach domowych. W przyszłym sezonie na pewno sporządzę miksturę według Pana przepisu i zaaplikuję moim różom.
Prowadzenie róż na rabatach monotematycznych, czyli bez innych bylin, to najprostsza i najmniej wymagająca pracy forma uprawy. W naszym klimacie i wszędzie tam gdzie róże wymagają okrywania, ta zasadność najbardziej uwidacznia się przy kopcowaniu, jak i nakładaniu stroiszy czy agrowłókniny. Wiadomo, przekopywanie rabat bylinom nie służy, podobnie jak i zadeptywanie. Stąd też i mój wybór, aby róże rosły sobie samodzielnie. Z innymi bylinami mam tylko miniaturowe i pnące przy ścianach oraz płocie. Na dużej różance mam wszystkie krzewiaste (parkowe, historyczne), są to rabaty obwiedzione żywopłotami z bukszpanu i w jednym przypadku z lawendy. Pomiędzy krzewami są posadzone tulipany na czas wiosenny od marca po koniec maja, jednakże nie w najbliższej bliskości. Od 3-4 lat uzupełniam międzykrzewowe nasadzenia piwoniami. Są na tyle zwarte w pokroju, że przy zachowaniu należytych odległości między różami nie wchodzą jedne drugim w parade. Róże są też starsze i zdecydowanie nad piwoniami górują piętrami kwiatów. Mamy tu spełniony jeden z warunków łączenia, czyli różnicę wysokości pokroju, gdzie byliny mają być niższe i przesłaniać podstawę krzewu, która najczęściej u róż jest bezlistna i bez kwiatów. Kolejnym aspektem jest dobranie tak odmian (u mnie róż i piwonii), aby kolorystycznie komponowały się, nie były w tym samym kolorze i tym samym nie zlewały się w jedną plamę. Nie może to też być ostry kontrast, a raczej poszukiwanie harmonii kolorów i ich odcieni. Poza kolorem wymagane jest już bardziej zdecydowane różnicowanie, tak aby na swój sposób była widoczna róża, jak i bylina. Poza kolorem, odmienne powinny być też kształty kwiatów, przy różach najlepiej prezentują się wszelkiego rodzaju zebrania pionowe jak kłosy czy rozstrzelone wiechy jak u gipsówki. Róże w obrysie są kuliste i owalne, więc w zestawieniach dobrze wypada wszystko co takie nie jest – dzwonkowate, lejkowate, trąbkowate, koszyczkowe czy talerzykowate. Różne powinny też być liście róży i obok rosnącej byliny, zarówno w barwie jak i ksztalcie oraz fakturze. Czas bez kwiatów ma być równie interesujący i rabata dalej ma się prezentować jako zestawienie różnych roślin. Pogodzenie tego wszystkiego nie jest sprawą prostą, jednakże jak najbardziej do osiągnięcia, o czym najlepiej najlepiej świadczą angielskie ogrody. Jednakże tu pamiętajmy, że klimat tam nieporównywalnie łagodniejszy, a i też odmienny bywa latem. O ile Saxifraga urbium "Aureopunctata" doskonale się tam odnajduje, to u nas może być problem z utrzymaniem w upalne lata, a zimą nie sposób jej nie zawadzić przy kopcowaniu, tym bardziej, że korzeni się płytko. Próbowałem uprawy z mieszańcami herbatnimi i rabatowymi, niestety choć prezentowała się wspaniale to musiałem z niej zrezygnować. Te dwie wspomniane powyżej grupy róż mają u mnie mniejsze rabaty, między nimi ze względu na odległości nie da się uprawiać tulipanów, dlatego też wysiewam tu wszystkie jednoroczne, najczęściej jest to lobelia przylądkowa lub samorozsiewający się fiołek ogrodowy "King Henry". Jesienią nie żal mi wchodzić między róże ze szpadlem, a kopce tu muszą być solidne i są koniecznością.
Co do cięcia nad którym Pan się zastanawia, to zwłaszcza młode krzewiaste warto ciąć wcześniejszym latem, aby już nowe pędy do zimy się wzmocniły i nie przemarzały. Jednakże w ostatnich latach wegetacja róż znacznie się wydłużyła i trwa aż po grudzień, więc powinno być wszystko dobrze. Jeśli natomiast zima by przyszła już w listopadzie, to 2-3 warstwy dodatkowej agrowłókniny powinny być wystarczającym rozwiązaniem.
No tak, czas płynie i ani żeśmy się obejrzeli jak minęło dwa lata. Ja równie bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas na rozmowach o różach. Pozwalają mi wracać, przypominać sobie o tym co czasami ucieka z pamięci, a i uczę się też rzeczy nowych, jak wspomniane Pana drożdże czy szukając odpowiedzi na te nasze różane dylematy.
Pozdrawiam serdecznie :)
(4 września, 2017)